Aluk Todolo / Gaahls Wyrd / Furia / B90 20.12.24

To były najprawdopodobniej ostatnie tegoroczne koncerty, jakich byłem świadkiem. W trakcie ich trwania przedostałem się na orbitę, spadłem na Ziemię i znów wzniosłem ponad chmury. Takie piątkowe wieczory lubię najbardziej. 

Na start grupa, na którą czekałem najmocniej. Aluk Todolo wydali w tym roku album będący idealną syntezą krauta i black metalu. Żadne tam pozszywane na poziomie koncepcji gatunki, a żywa, pulsująca transem i babrająca się w mroku muzyka. Twórcy nie dość, że zręcznie połączyli ze sobą te, wydawałoby się, bardzo odmienne style, to jeszcze mają w zanadrzu świetne kompozycje. O płycie więcej innym razem, ale sam koncert był przeżyciem wręcz kosmicznym. Oczy zamknięte, umysł gdzieś wysoko, a wokół dźwięki. Wspaniałe i bardzo wsobne doświadczenie, którego nie oddadzą żadne słowa. Coś, co się czuło… albo i nie. Ja czułem samym sobą, ale otwierając raz na jakiś czas oczy i widząc, że większość stojących wokół też lewituje, jestem pewien, że nie byłem w tym odczuciu odosobniony.

Aluk Todolo

Gaahls Wyrd zebrał pod sceną większą publikę i sporo oklasków, ale w trakcie tego występu zacząłem się zastanawiać, co ja tak właściwie oglądam i dlaczego z orbity spadłem nagle w cyrkową otchłań? Melodie ładne, wokal jeszcze lepszy, ale granie na pełnej wczutce pseudomrocznych, jarmarcznych kompozycji rozbiło mi totalnie poprzednią fazę i spowodowało, że zacząłem zastanawiać się, czy ja tak naprawdę w ogóle ten black metal lubię. Do dziś nie wiem, ale jako że nic nie jest całkowicie czarne lub białe, a na każdy mój zgrzyt zębami ktoś z stojący pod sceną krzyczał w ekstazie, to stwierdzę dyplomatycznie, że to po prostu nie był to koncert dla każdego.

Gaahls Wyrd

Na szczęście kolejny lot zafundowała mi Furia. Przejazd przez wszystkie etapy twórczości, więc nie było chyba nikogo, kto mógłby narzekać na statyczność tego występu. Znów poczułem się jak w oku muzycznego cyklonu, bo jest to grupa, która odczarowała mniej znaną mi stylistykę, a jednocześnie otworzyła drzwi do kilku innych. Każdy z ich koncertów to konkretna sztuka i tym był też gdański koncert. Mroczne bangery idealnie współgrały z wolniejszymi, nastrojowymi walcami. Trudno o lepszego gracza w tej kategorii i cieszę się, że po raz kolejny mogłem być świadkiem ich chwały. Choć chwały nieco przydługiej, bo koncert zyskałby na dramaturgii, gdyby jednak nieco okroili set. Tak czy siak — za ćmą, w dym i na koń — za tym zespołem pójdę wszędzie! 

Furia