Misguided / Sanity Control / Dopelord | Wydział Remontowy 21.02.25

Zaczęło Misguided. Krótki set i raczej nastawienie na nokaut, więc o cyzelowaniu dźwięków nie mogło być mowy. Grupa postawiła na prostotę: punkowo-noise’owy wygrzew bez dodatkowych ornamentów. Sam dźwiękowy konkret zawarty w formie prostej, skutecznej, trafiającej do odbiorcy. Energii masa, tyle samo potu na scenie. Poza nią zresztą też. PS: brawa dla świetnego, dyktującego zawrotne tempo perkusisty.

Sanity Control pokazało, jak może wyglądać zajawka traktowana na totalnej poważce. Przez chwilę zastanawiałem się, czy aby nie trafiłem do LA sprzed dekad, ale nie — to jednak zimne i wietrzne Trójmiasto. Zespołowi nie przeszkadzało to w tym, by na pełnym zaangażowaniu zaprezentować klasyczne, thrashowe łojenie. Takie, o którym opowiadają w formie legend starzy załoganci. Nawet jeśli była to rekonstrukcja, to zdecydowanie szczera, łapiąca kontekst i czująca ten styl.

Dopelord

Ostatni na scenę wkroczył Dopelord. Należą im się największe europejskie sceny, tak uważam, więc widzieć ich w mniejszym klubie było dla mnie sytuacją nieco abstrakcyjną. Tym razem zespół, może ze względu na towarzyszy, postawił na set złożony z mniej ciągnących się, raczej szybszych niż wolnych kompozycji. Spokojnie, nadal królował Sabbathowy, podlany zielenią doom, ale grupa przeniosła środek ciężkości w kierunku radosnego riffowania. Znalazło się też oczywiście miejsce na pochwałę Szatana, wyraźne doły i heavy slo-mo solówki. Tym luźnym, a przy tym profesjonalnie ułożonym setem Dopelord udowodnił, że jest najlepszą polską grupą parającą się tym gatunkiem. Bez spiny, po swojemu, przez cały czas światowo.