Vulture Feather – It Will Be Like Now (2025)

Współczesny, założony raptem kilka lat temu zespół z małej mieściny (Hayfork, ok. 4 tys. mieszkańców) mieszczącej się w Kalifornii, brzmiący jak rasowy przedstawiciel klasycznego, post-punkowego grania rodem z lat 80. Zaskoczenie? Niby nie, ale trochę jednak tak.

Nazwę grupy i tytuł płyty do ewentualnej, późniejszej recki zapisałem sobie w swoich notatkach od razu po jej premierze (14 lutego br.) i wracając do tego materiału już jakiś czas później, by go opisać, trochę jednak się zdziwiłem. Totalnie niedzisiejsze, niespieszne, by nie powiedzieć — monotonne — tempo, doświadczony życiem wokal, obowiązkowy mrok w tekstach, a przy tym bardzo dookreślony styl. Vulture Feather to naprawdę oldschoolowa kapela, ale muzycy ją tworzący, tak przynajmniej czuję, dobrze o tym wiedzą. I to chyba to najbardziej mnie w It Will Be Like Now ujmuje. Muzyka stworzona przez fanów dla fanów. Przede wszystkim jednak dla siebie.

W przypadku płyt gatunkowych autentyczność to właściwie najważniejszy z elementów, przesądzających o tym, czy warto w ogóle sięgać po dany materiał. Tu warto o tyle, że zawartość ma naprawdę zwarty i utrzymujący przez cały czas trwania nieco wisielczy, do tego mocno oparty na niewyraźnych wspomnieniach klimat. Czuć więc echa slowcore, a post-punkową klasykę wspiera niedbałe gitarowe granie à la Guided by Voices. Mieszanka niedzisiejsza, mało efektowna, za to naprawdę przyjemna w odsłuchu.