To moje pierwsze zetknięcie się z jakąkolwiek książką autorstwa Tomasza Lady, choć na półce czeka już Apteka. Psychodeliczni kowboje, a lada dzień w paczkomacie czekać będzie jego najnowsze dzieło, czyli Wszystko jak leci. Polski pop 1990-2000. Już teraz bardzo cieszy mnie to, że to nie koniec mojej przygody z twórczością tego autora.
Muzyczne biografie oraz tytuły opisujące w szerszym kontekście konkretną stylistykę i/lub trendy, napisane w formie „gadających głów”, stanowiące zbiór wypowiedzi świadków danych wydarzeń, należą do moich ulubionych. Najmniej w nich osobistych opinii samego autora, co stanowi dla mnie zdecydowaną zaletę (tak, nieco piję tu do Księżyka, choć on na szczęście broni się czymś innym). Tak czy siak, mocno upraszczając, Zagrani na śmierć to opowieść o trzech muzykach, którzy w sferze artystycznej zachwycali, a nie do końca radzili sobie ze wszystkim innym opowiedziana oczyma ich przyjaciół, znajomych, rodziny i współpracowników.
Jako że nie pytacie, a ja opowiadam, to dopowiem nieco więcej. Lada bierze na warsztat życiorysy Janusza Rołta (Brygada Kryzys, Armia, Janerka), Dariusza „Skandala” Hajna (Dezerter) oraz Roberta Sadowskiego (Madame, Houk, Immanuel, Kobong). Postacie zdecydowanie niebędące anonimowymi, ale też nieznajdujące się zazwyczaj w pierwszym szeregu przy okazji rozmaitych muzycznych podsumowań czy wspominek. Bohaterów łączyło sporo, bo wszyscy działali mniej więcej w tych samych czasach (urodzeni kolejno w 1957, 1964 i 1963 roku) i miejscu (Warszawa). Dzieliło ich co prawda na pierwszy rzut oka więcej, bo przede wszystkim charakter muzycznej twórczości, ale też środowiska, w których się obracali. Zostając jednak przy samych podobieństwach, to chyba najważniejszym byłaby wrażliwość. A także ten specyficzny rodzaj wiecznie głodnej, niezaspokojonej oraz z rzadka zadowolonej z samej siebie duszy. Szczególnie ten ostatni element, oprócz samych uzależnień, najmocniej spaja opisywanych przez Lade twórców. Oprócz tego niezaspokojony głód tworzenia, całkowite poświęcenie się i podporządkowanie muzyce, społeczne niedopasowanie oraz trudne dzieciństwo. I skrajny indywidualizm — fałszywy sprzymierzeniec, będący tak naprawdę największym z wrogów. Szczególnie osób o tak wielkim talencie. A także uzależnienie i przedwczesna śmierć, czego zresztą można domyślić się już po samym tytule.
Nie będę rozpisywać się o życiu każdego z wymienionych, bo ciekawskich odsyłam po prostu do samej książki, ale nawet jeśli nie do końca interesowaliście się ich twórczością lub nie są to postaci dla Was ważne (tak jak i nie były nigdy dla mnie, przyznaję), to i tak warto sięgnąć po Zagranych na śmierć. Jestem pełen podziwu w jaki sposób historie te, pomimo wielu różnic, innych dróg i rozmaitych szczegółów, są do siebie podobne. To ogromna zasługa autora, Tomasza Lady, który nie dorzuca tu od siebie żadnego słowa, ale tak układa narrację, że wnioski po przeczytaniu całości nasuwają się same. Do tego wypowiedzi przepytywanych przez niego osób dają szerszy pogląd na pewne wydarzenia, ale w żadnym momencie nie dają na nie jednoznacznych odpowiedzi. Ba, bardzo ciekawe są fragmenty, gdy osoby będące blisko wszystkich tych sytuacji, zupełnie inaczej odczytują i interpretują motywacje bohaterów. To pokazuje, jak złożoną jednostką jest człowiek i w jak odmienny sposób można odczytywać jego działania.
Najważniejszym elementem wszystkich opowieści jest coś, czego na pozór nie widać. Chylę czoła przed autorem, który w żadnym stopniu nie ukierunkowuje swoich rozmówców (a przynajmniej nie robi tego w taki sposób, by dało się to zauważyć), a naturalnie daje wybrzmieć temu, o czym wiemy w sumie jeszcze przed samą lekturą. Zresztą wiedzieli o tym pewnie i Rołt, Skandal i Sadowski, a jednak mimo swojej wielkości nie potrafili temu zapobiec. Mowa o czymś, co z początku stanowi ucieczkę, może zwykłą rozrywkę lub sposób na pobudzenie kreatywności, a kończy się dla wszystkich wymienionych tak samo. Mówię o uzależnieniu bądź uzależnieniach, które w pewnym momencie przejmuje/ą całkowicie kontrolę nad życiem i nie pozwala(ją) na normalne funkcjonowanie. Za serce łapią opisy ostatnich chwil życia opisywanych przez Ladę postaci. Są to zresztą strzępy informacji, bo na tym etapie praktycznie nie ma już z nimi kontaktu, a co działo się na ich tzw. ostatniej prostej — tego i tak nigdy się nie dowiemy.
Zagrani na śmierć to też opowieść o czasach przed, w trakcie i po transformacji. O miejscach, muzyce, trendach i muzycznej branży, których już nie ma. O tym, jak wiele można było w tym czasie zyskać, ale też jak dużo stracić. O zmarnowanych talentach, ale przede wszystkim o przewrotności życia. A także o tych, którzy zostali, nadal pamiętają, wspominają i tęsknią. Tym wszystkim przepełniona jest książka autorstwa Tomasza Lady. Autora, który potrafił oddać głos innym i to w taki sposób, że czytelnik pochyla się nie tylko nad losem Rołta, Skandala i Sadowskiego, ale też nad tymi, którzy byli gdzieś obok i trwają nadal. Ladzie udaje się to dzięki wyczuciu i empatii, ale też (niewidocznej, choć wyczuwalnej) tytanicznej pracy redakcyjnej. Połączenie jednego z drugim daje pogłębiony obraz nie tyle muzyków, ile po prostu ludzi. Zbudowanych z krwi i kości, marzeń i trosk wybitnych jednostek, których przerosła szara i brutalna codzienność.
