Shoefest 2026 Gdynia | Zachwyt / The Ferrules / Kombajn do Zbierania Kur po Wioskach | PodwórkoArt 15.03.26

Shoefest się rozwija i promuje nowe, przypominając nam o tym, skąd się to nowe wzięło. Tegoroczna gdyńska odsłona tego objazdowego festiwalu mogła pochwalić się zarówno dobrą frekwencją, jak i muzyczną jakością. A to wszystko w Podwórko Art.

Wieczór otworzył Zachwyt. Chyba najbardziej zanurzony w stylistyce patronującej temu eventowi, czyli w shoegaze’ie. Grupa ma kilka znanych utworów na koncie, ma też brzmienie i prawdopodobnie najmłodszych spośród zebranych pod sceną fanów. To nie dziwi, bo zapewnia niemalże bezbolesne wejście w gatunek: wie, jak stworzyć ścianę gitar, ale nie boi się też używać melodii. Chociaż tych drugich w sumie chciałoby się usłyszeć więcej, bo papiery na granie są, energia też niezgorsza i tylko nieco gorzej z zapamiętywalnością konkretnych kompozycji. Gatunek mają już rozpracowany, podstawę zbudowali solidną — teraz czas na kreatywne szaleństwo. Ostatecznie koncert ten był dobrą rozgrzewką przed tym, co nastąpiło potem.

The Ferrules przeszło sporą drogę. Dziś to pewny siebie, mający atuty w postaci dobrych piosenek i utalentowanych instrumentalistów zespół. Podszkolił się też wokalista, którego skandowano-śpiewane partie brzmią zdecydowanie dojrzalej, lepiej technicznie i przyjemnie zazębiają się z muzyką. Wiem, co mówię, bo jako lokals śledzę koncertowe poczynania grupy niemalże od jej początków. The Ferrules w kontekście kreatywności są więc poziom wyżej nad opisywanym wyżej Zachwytem. Grają przebojowo i z pomysłem, a że jednego i drugiego tego dnia było na scenie sporo, to słuchało się tego naprawdę dobrze. Do tego nie mylą pewności siebie z nonszalancją, co zgubiło już niejeden dobry zespół. Szczególnie taki, który jest na początku swojej drogi. Tym, którym podobał się ich występ, odsyłam do ostatniej płyty stworzonej przez chłopaków. Pusty dom, wbrew swojemu tytułowi, pełen jest przebojów i jakościowych dźwięków.

Kombajn do Zbierania Kur po Wioskach w epoce odczytywałem jako kontynuację nurtu zapoczątkowanego przez Myslovitz. Romantyczne, do tego bardzo wrażliwe granie, które w polskich warunkach funkcjonowało sobie gdzieś osobno. Ni to underground, raczej ówczesna alternatywa, a do popu, mimo że blisko, to jednak daleko. W tamtym czasie nie złapałem ich na koncercie i udało się to dopiero teraz. Nie mam więc porównania, ale o ile wrażliwość pozostała ta sama, tak romantyzm zastąpiły decybele. W bonusie wokal z chrypką i tak — imponująca ściana dźwięku.

Było więc inaczej, nowocześniej, przynajmniej w porównaniu do moich oczekiwań, ale też jak najbardziej szczerze i w zgodzie z tym, ile czasu upłynęło od debiutu. Muzycy, chcąc go zapewne nadgonić, odegrali z prawdziwą pasją swoje największe przeboje. I to na tyle przekonująco, że szybko zapomniałem o tym, by (niepotrzebnie) tworzyć sobie ich porównania względem wersji studyjnych. Zresztą nawet w tych nieco bardziej podrasowanych aranżacjach muzycy docierali do emocjonalnego meritum stworzonej przez siebie muzyki. A o to przecież w tym wszystkim chodzi. Ponadto jako jedyni tego wieczora prawilnie patrzyli we własne buty i mimo że na papierze najmniej shogaze’owi, to opanowali sztukę tego stylu w pełni.

Reasumując: był to bardzo intensywny zarówno pod względem emocjonalnym, jak i muzycznym koncert. Powrót do przeszłości z mocarnym wejściem w teraźniejszość.

Shoefest zawita jeszcze do:

  • 28.03 – Wrocław, Łącznik (EVENT, BILETY)
  • 29.03 – Kraków, Klub Spotkań Poczta Główna (EVENTBILETY)
  • 26.04 – Warszawa, Terminal Kultury Gocław (EVENTBILETY)