Bohaterem wpisu na 1 kwietnia* nie może być nikt inny, jak Jim E. Brown — obecnie największy talent swojego, młodego pokolenia. 19-letni brytyjski muzyk, który przywraca wiarę w to, że to medium ma jeszcze jakąkolwiek przyszłość.
Poet and Artist/Activist Jim E. Brown was born in Manchester on September 10, 2001, just one day before the 911.
Brown nieświadomie, bo podobno o istnieniu artystów takich jak Mark E. Smith czy Morrissey nie ma pojęcia, wzoruje się na najlepszych. Jangle pop zmieszany z post-punkiem, do tego proste, ale ultra melodyjne synthpopowe tła. Forma piosenkowa, bezpośrednia. DIY, ale na wysokim poziomie wykonawczym. Przy odsłuchu ma się wrażenie, że gdzieś się już to wszystko słyszało. Tylko że w gorszej, mniej angażującej odsłonie. Połączyć kropki w taki sposób może tylko muzyczny geniusz.
He is an alcoholic and has several degenerative conditions.
Wszystko to podbite jest na wskroś szczerymi, brutalnymi (głównie wobec samego siebie) tekstami Browna. Ten nie przebiera w słowach i jest mistrzem w dissowaniu własnych słabości. A że ma ich ogrom, to i ma w czym wybierać. Teksty, podobnie jak muzyka, są niewysublimowane i trafiają w sedno. Zresztą spójrzmy na tytuły, które mówią wszystko: I Wish I Had More Facebook Friends (sociale to głównie utrapienie), I’m Frustrated By My Flesh (kto czuje się dobrze we własnym ciele, ten trener personalny), Post Coital Dysphoria (uczucie pustki po stosunku opisane w przepiękny sposób), I’m Becoming Vegan After Watching Bambi (główna przyczyna niejedzeniu mięsa i produktów odzwierzęchych wśród tej grupy), I Find Sex Abhorrent (biologia, a logika seksu to dwie różne rzeczy) czy największy z hitów, prawdziwy hymn pokolenia, czyli I’m Quitting Prozac to Continue Drinking (kto nigdy nie stał przed takim dylematem, ten niech pierwszy rzuci kamieniem). Warto wspomnieć o miłości do dokonywania reinterpretacji coverów (Toxic, Hotline Bling, Linger) na swój własny, specyficzny i podbijający wartość oryginałów sposób. Sztuka. Po prostu.
I am an obese guy / I ate too much hot dog and pie / Every night I drink and I cry
Tam, gdzie nie ma pomysłu na frazę, serwowane są: mruczando bądź nieśmiały chórek. Ewentualnie nucenie. A wszystko to w formie przypominającej popisy w podrzędnym barze karaoke. O trzeciej nad ranem, będąc w stanie pomiędzy totalnym przepiciem a grubym kacem. W wymiętolonym wyjściowym ubraniu, które najlepsze lata ma już dawno za sobą, ale które w założeniu miało dodać nieco estymy. Czuć w tym wszystkim prawdziwy ból istnienia i autentyczność. Brown męczy się ze sobą, ale nie męczy słuchacza. Każdy człowiek z podstawową empatią i umiejętnościami samorefleksji potrafi utożsamić się z jego problemami. Ba, to problemy dotykające nas wszystkich. Udręki, które w świecie opanowanym przez ładne obrazki z Instagrama są głęboko skrywane, a przecież zdecydowanie powszechniejsze wśród nas wszystkich niż kaloryfer na brzuchu i bezstresowa, godnie opłacana praca.
I’m quitting Prozac to continue drinking / ‚Cause that’s the only thing that keeps me from sinking
Brown nie boi się swoich słabości. Być może nie z dumą, ale już na pewno bez wstydu się do nich przyznaje. Uzależnienie od alkoholu, niespełnienie w miłości, obrzydzenie wobec własnego ciała i tzw. ból istnienia to motywy dominujące w jego twórczości. Chciałoby się powiedzieć, że tam gdzie niedowygląda, to i nie dośpiewa, ale żeby to zrobić, trzeba byłoby być hejterem. Osobą bez serca. A ludzie Browna po prostu kochają. Inaczej się nie da.
I’m waiting for a vessel in my brain to burst / I hope it kills me, for living is the worst
W półamatorskich teledyskach i klipach stworzonych przez tanie AI Brown pokazuje siebie. Patrząc na komentarze pod wspomnianymi filmikami widać, że nie jest w tym sam. Nawet jeśli niektóre wpisy mają charakter humorystyczny, to bije z nich ciepło skierowane w stronę Brytyjczyka. Wsparcie fanów i autentyczne oddanie oraz utożsamianie się z tym, o czym śpiewa / mówi Brown jest aż nadto widoczne. Czuć w nim prawdziwe, ludzkie, często mocno skrywane emocje.
How do I stop crying when I masturbatе? / I just want to feel good but this sadness won’t abate
Artysta wykorzystuje swoje sociale do pogłębiania wątków zarysowanych na płytach oraz po to, by zbliżyć się do fanów. Testuje niezdrowe, lokalne jedzenie i napitki. Jest w tym tak samo szczery jak w muzyce. Dominuje surowa forma bez dodatkowego montażu i prawdziwe, niewymuszone reakcje. Bez wykwintnych drogich dań i fancy restauracji. Kogo na nie stać?!
I texted you a photo of the sunset / And you never responded / I texted you a photo of the sunset / And now I feel absolutely despondent
Czy Brown zostanie odpowiednio doceniony za życia? Artysta nie ukrywa swoich problemów psychicznych. Jego muzyka i teksty są wręcz wypełnione żałosnym, pierwotnym smutkiem. Obecny styl życia i uzależnienia też raczej nie predysponują go do tego, by w zdrowiu doczekał starości. A może stanie się legendą dopiero po śmierci? Być może Brown zdaje sobie z tego sprawę i tak jak największe, najbardziej świecące gwiazdy wybrał dla siebie właśnie taką drogę. Drogę upadku.
Every time I speak I regret it immensely / I feel such shame and I regret it intensely
Brown zaprezentuje się na koncercie w Polsce w czwartek 2 kwietnia w Warszawie.
* Ten wpis to nie żart. Został napisany w takim samym stylu, w jakim swoją muzyczną personę prezentuje światu osoba przedstawiająca się w każdej z piosenek jako Jim E. Brown. Mój zachwyt nad jego twórczością (nie tylko muzyczną) jest autentyczny i nie zawiera w sobie ani krzty ironii.
