Trzecia płyta, trzy utwory i tak naprawdę trzecia, muzyczna odsłona So Slow. Na pierwszy rzut oka 3T przynosi rewolucję brzmieniową. Zamiast wokalu, mamy głos, który używany jest tu raczej jako kolejny instrument. Co prawda w kilku momentach mamy do czynienia z ostrzejszym brzmieniem gitary, ale to elektroniczny beat jest tym, co wyznacza ścieżki poszczególnym kompozycjom. Bezpośredniość i wściekłość ustąpiły miejsca psychodelicznej podróży i popadaniu w trans, który ogarnia nas wraz z każdym kolejnym, wybrzmiałym dźwiękiem. Ale czy na pewno zmieniło się wszystko? Pomimo nowych środków wyrazu, pierwotna agresja, tak mocno wyczuwalna na poprzednich płytach, obecna jest również i tutaj. Musimy ją jedynie wyłuskać spod elektronicznych, rozimprowizowanych ścieżek i nieoczywistej, ale nadal charakterystycznej dla tej grupy gry sekcji rytmicznej. 3T to album, któremu trzeba poświęcić się w całości i przy którym „słuchanie w tle” po prostu się nie sprawdzi. Nie mogę doczekać się kolejnego wydawnictwa i tego, jaką tym razem drogą podąży So Slow. Na szczęście dzięki 3T okres oczekiwania upłynie na poszukiwaniu nowych dźwięków, zatopionych w kolejnych warstwach tych muzycznych poszukiwań.