OFF Festival 2018 zbliża się wielkimi krokami. Dla mnie ta impreza to nie tylko okazja do odpoczynku na drugim końcu Polski, ale przede wszystkim okazja do nadrobienia i poznania zupełnie nowych, ciekawych artystów oraz rozwijanie własnej, muzycznej wrażliwości. To, co podczas przesłuchań najbardziej mnie zaintrygowało, starałem się opisać w formie regularnie wrzucanych tutaj rekomendacji. Prawda jest jednak taka, że sam festiwal i tak zweryfikuje to, na kogo warto było czekać, kto potrafi wyjść ze swoją muzyką poza studio nagraniowe i to, czy w przyszłości będzie za kogo trzymać kciuki. Tak więc nie traktujcie tych rekomendacji jako obowiązkowych punktów do zaliczenia. To tylko mały, subiektywny wycinek ciekawej muzyki, którą starałem się przedstawić też w taki sposób, by zainteresowała osoby, które na OFFa wcale się nie wybierają. Poniżej zamieszczam całą listę wraz z krótkim opisem. Jeśli chcecie zapoznać się z całym wpisem, to kliknijcie w nazwę danego zespołu lub artysty. A jeśli poniższe polecanki to za mało, to tutaj macie jeszcze kilkanaście dodatkowych. Miłego słuchania!

and you will

…And You Will Know Us by the Trail of Dead grają Source Tags & Codes

…And You Will Know Us by the Trail of Dead to zespół z Austin w Teksasie. Został założony przez dwóch przyjaciół, multiinstrumentalistów: Jasona Reece’a i Conrada Keely’ego. Ten pierwszy zasiadał jednak zwykle przed zestawem perkusyjnym, a drugi odpowiadał za gitarę i wokale. Do składu szybko dołączyli także Kevin Allen i Neil Busch. To w tym składzie grupa nagrała swoje dwa pierwsze albumy i wydała je w niezależnych wytwórniach: …And You Will Know Us by the Trail of Dead oraz Madonna. Po nich nastąpił przełom. Zespół został zauważony przez Interscope Records, dla których w tamtym czasie muzykę wydawali m.in. Eminem, 50 Cent, Limp Bizkit, Nine Inch Nails czy… Enrique Iglesias. Odświeżający, eksperymentalny post-hardcore w takim otoczeniu? A jednak. W 2002 roku światło dzienne ujrzało Source Tags & Codes. A po nim nic nie było już takie samo.

brian jonestown

The Brian Jonestown Massacre

Ojojoj. Trudno jest streścić historię The Brian Jonestown Massacre, ale spróbujmy. Grupa powstała w 1990 roku z inicjatywy Antona Newcombe. Anton jest multiinstrumentalistą, wokalistą, pomysłodawcą całego przedsięwzięcia i jedynym członkiem zespołu, który jest w nim od początku. Powiedzieć, że skład ulegał zmianom, to jak nie powiedzieć nic. Wystarczy tylko napomknąć o tym, że lista jego członków to osobny wpis na wikipedii. Jak już jestem na tej, bardzo przydatnej stronce, to dodam, że grupa ma na koncie w sumie 17 albumów, 5 kompilacji, 5 albumów koncertowych, 13 EPek, 16 singli i kto wie, co jeszcze. Sam bym nie dał rady tego policzyć. Nazwa wzięła się z połączenia imienia i nazwiska pierwszego gitarzysty Rolling Stones, Briana Jonesa, oraz miasta Jonestown, znajdującego się w Gujanie, gdzie w 1978 miało miejsce rytualne samobójstwo w którym zmarło 918 osób. The Brian Jonestown Massacre od początku swojej działalności eksperymentuje z formułą rocka psychodelicznego i shoegaze, dorzucając do tego wpływy muzyki świata i folku. Jeśli chcecie dowiedzieć się o nich więcej, to polecam dokument pt. Dig! z 2004 roku, który opowiada o nich oraz o drugiej, równie ważnej dla tego gatunku grupie, czyli The Dandy Warhols.

grup simsek

Derya Yildrim & Grup Şimşek

Grup Simsek to grupa muzyków z takich krajów jak: Turcja, Niemcy, Wielka Brytania, Francja i Włochy. Istnieje od 2014 roku, a w 2015 wystąpili pod nazwą Intercommunal Orchestra na festiwalu New Hamburg, na którym byli także muzycznymi koordynatorami. Do składu wkrótce dołączyła Derya Yildrim, urodzona w Turcji multiinstrumentalistka i wokalistka. Łącząc ze sobą wpływy regionalnej muzyki Turcji (a konkretnie Anatolii) z multikulturowym dziedzictwem poszczególnych członków oraz dźwiękami z zachodu udało im się stworzyć ciekawą i nieoczywistą mieszankę.

egyptian lover

The Egyptian Lover

Urodzony w Los Angeles Gregory Boussard zaczynał swoją przygodę jako DJ, ale miał też ciągoty do rapu i obie swoje pasje próbował połączyć na wydawanych pod pseudonimem Egyptian Lover albumach. Pierwsze wydawnictwo sygnowane tą nazwą ukazało się w 1984 roku. Niestety, po dość dobrze ocenianym debiucie, pozostałe albumy nie cieszyły się specjalnym uznaniem i dopiero dziś nieśmiało mówi się o tym projekcie w kontekście mocno niedocenianych zjawisk. Gregory od początku tworzył i nagrywał na analogowym sprzęcie i to również na nim nagrał ostatnią płytę z 2015, zatytułowaną 1984.

gary war

Gary War niestety w ostatnim momencie i on wypadł ze składu

Gary War, a tak naprawdę Greg Dalton, występował wraz z Arielem w składzie Ariel Pink’s Haunted Graffiti. Oprócz tego grywał w kilku innych składach, między innymi w Human Teenager czy Dalthom. Zazwyczaj zespoły te nagrywały po jednej płycie, po której się rozpadały. Dobrze jednak, że Greg nie stracił zapału do tworzenia muzyki, bo jest szansa, że kiedyś uczeń przerośnie mistrza.

good night chicken

Good Night Chicken

Zespół tworzą Artur Kujawa i Tomasz Gołda. Obaj z Bydgoszczy. W dodatku nie lubią łatek, więc weź tu człowieku opisz ich brzmienie… Lubią jednak dobry żart, więc w ramach kompromisu zaproponowali, żeby nazywać ich muzykę souvenir rockiem. Na pewno wiecie o co chodzi! Poza tym z mojego bardzo profesjonalnego researchu wynika tyle, że ich głównym hobby jest jedzenie oraz kawusia (a kogo nie), a ulubionymi artystami Drake i Stachursky. I dopiero pisząc ten tekst zorientowałem się, że mają na koncie trzy płyty i EPkę, a ja znam tylko ostatniego długograja. Najlepsza polecanka ever.

grizzly bear

Grizzly Bear

Tym razem naprawdę mocne streszczenie. Bo czy jest ktoś, kto nie kojarzy Grizzly Bear? Na pewno, ale będzie pewnie w mniejszości. Sama grupa została założona w 2002 roku i w niezmienionym składzie, eksperymentując i modyfikując swoje brzmienie, występuje aż do dzisiaj. Trudno ich za to nie lubić. No chyba że ma się alergię na muzykę gardenstate’o-podobną (co za neologizm). Użycie harmonii wokalnych, emocjonalny śpiew, sporo (folkowych) instrumentów, dopracowana produkcja i spokojne tempa, a do tego mnóstwo melodii. Hałasów nie stwierdzono.

ayisoba

King Ayisoba

Pochodzi z Ghany, gra na tradycyjnym, ludowym instrumencie kologo i tak naprawdę nazywa się Albert Apoozore. Przydomek wybrał sobie jednak całkiem trafny, bo w swojej ojczyźnie faktycznie jest królem. Nie takim z tronem i berłem czy poddanymi, ale regularnie koncertuje, odbiera nagrody, a na jego koncerty przychodzą prawdziwe tłumy. Za granicą też nieźle sobie radzi: występował m.in. na Roskilde (2014), a jego dwie ostatnie płyty produkował Arnold de Boer, członek grupy The Ex. I to nie przypadek, bo muzyce King Ayisobe bliżej jest do punka niż do ojczystych, folkowych rytmów. Choć i tych ojczystych naleciałości u niego nie brakuje – spójrzcie tylko na listę instrumentów, które można usłyszeć na jego płytach. A nagrał ich w sumie pięć. Do tego śpiewa w trzech językach: frafra, twi i po angielsku.

Oxbow

Oxbow

W tym roku stuknęła im na scenie 30-tka. Oxbow to grupa założona w 1988 roku w San Francisco. Praktycznie od początku w niezmienionym składzie eksperymentują z hałasem i próbują na nowo stworzyć definicję noise rocka. Flirtują z muzyką klasyczną, jazzem czy bluesem i wieloma innymi gatunkami. Uciekają klasyfikacjom i nie boją się podejmować nowych wyzwań. W ich słowniku nie ma takiego słowa jak „bariera”. Siedem płyt na koncie, trasy z takimi składami jak ShellacMelvinsNeurosisConverge oraz współpraca ze Stevem Albinim czy Joe Chiccarellim. I o emeryturze nie ma mowy. Nadal chcą zaskakiwać, ale przede wszystkim – robić swoje. Tworzyć muzykę, nad określeniem której głowią się recenzenci.

rolling blackouts

Rolling Blackouts Coastal Fever

Pięcioosobowy skład z Australii, który w 5 lat zdążył wydać dwie EPki i jednego długograja. I to w wytwórni Sub Pop. Nieźle, co nie? W składzie trzy gitary, bas, perkusja i trzy wokale. Chwalą ich krytycy, którzy porównują tworzoną przez nich muzykę do The Go-Betweens i zwracają uwagę na świetnie brzmiące gitary. Wszystkie wydawnictwa otrzymywały też wysokie noty. A tak od siebie dodam, że jest to grupa, która zdążyła już skraść moje serce.

lonker see

Lonker See

Lonker See tworzą Bartosz „Boro” BorowskiJoanna KucharskaTomasz Gadecki oraz Michał Gos. Jeśli kojarzycie mniej więcej to, co dzieje się na trójmiejskiej scenie muzycznej, to na pewno nie mogły Was ominąć te nazwiska. Borowski tworzył m.in. w takich składach jak 1926Black MynahBorowski / MiegońKucharską możecie kojarzyć z Kiev Office czy Marli Cinger. Ta dwójka stoi też za wytwórnią Music Is The WeaponGadecki grał we free jazzowych składach, takich jak Olbrzym i Kurdupel oraz współtworzy wraz z Gosem projekt Band_A. Z kolei lista muzyków, z którymi współpracował ten ostatni, jest naprawdę długa. W tym składzie (wcześniej była jeszcze nagrana w dwie osoby EPka Solaris pt​.​1 & 2) zadebiutowali w 2016 roku płytą Split Image. Choć wydaje się, to dopiero początek, bo z każdym albumem są coraz lepsi.

unsane

Unsane

Unsane to prawdziwi weterani noise rocka. Zespół został założony w 1988 roku, ale pierwszą płytę wydał dopiero 3 lata później. Z oryginalnego składu do dziś ostał się gitarzysta/wokalista Chris Spencer; Charlie Ondreas (perkusista) zmarł z powodu przedawkowania w 1992 roku, a Pete Shore (bas) odszedł z grupy dwa lata później. Na ich miejsca wskoczyli Vincent Signorelli (bębnił w Swans i Foetus) oraz Dave Curran. W sumie Unsane mają na koncie 8 studyjnych płyt i co najważniejsze – każda z nich trzyma poziom. Lubią ich także u nas, czego efektem jest wydany w zeszłym roku przez Antenę Krzyku trybut Shattered, Flattered & Covered – A Tribute To Unsane. I ja się temu nie dziwię, bo mało kto potrafi w taki sposób przelać wściekłość i frustrację w tak metaliczne i hałaśliwe dźwięki jak właśnie Unsane.

yasuaki

Yasuaki Shimizu

Specjalnie dla Was nauczyłem się japońskiego! Oczywiście, że nie, bo jestem na to zbyt leniwy. W każdym razie Shimizu to urodzony w 1954 roku i pochodzący z Japonii producent, kompozytor, interpretator twórczości Bacha i saksofonista, który w trakcie swojej kariery współpracował z wieloma, ciekawymi nazwiskami. Wśród nich była m.in. BjorkHelen MerrillBill Laswell czy Peter Greenaway (konkretnie przy soundtracku do filmu The Pillow Book). Jednocześnie przez cały okres swojej kariery Yasuaki pozostawał w Europie artystą nieco nieodkrytym. Teraz będziemy mieli szansę to nadrobić.

Oraz ci, których niestety nie będzie, ale gdy o nich pisałem, to jeszcze o tym nie wiedziałem. Czyli Yellow Days oraz John Maus. Polecam tak czy siak – na razie w warunkach domowych.

yellow days

Yellow Days

Co robiliście, mając 17 lat? Sam będę szczery – ja bumelowałem.George Van Den Broek, czyli człowiek stojący za projektem Yellow Days, nagrywał muzykę. W 2016 roku wydał EPkę Harmless Melodies. I oczarował nią świat. Urodzony w Manchesterze nastolatek wśród swoich głównych inspiracji wymienia Raya CharlesaHowlin’ WolfaThundercata oraz Maca DeMarco. W wolnym czasie ogląda Ricka i Morty’ego. Nie zawsze jednak jest tak różowo. W muzyce znalazł bezpieczną przystań: nie boi się mówić o tym, że cierpi na depresję i to właśnie możliwość komponowania pozwala mu się jej przeciwstawiać. Jego utwory pełne są romantycznych wyznań i szczerych spowiedzi o walce z chorobą. George to chłopak pełen sprzeczności, ale i ukształtowany i wiedzący czego chce artysta. Będzie o nim głośno.

john maus

John Maus

John Maus urodził się w 1980 roku i jest uważany za jednego z ojców hipnagogicznego popu. Studiował muzykę eksperymentalną (w tej samej klasie co Ariel Pink) w California Institute of Arts, a pierwsze kompozycje nagrywał, używając wielościeżkowego magnetofonu kasetowego i prostego syntezatora, wyposażonego w bank gotowych brzmień. W młodości fan Syda Barretta i Nirvany, potem zaczął interesować się muzyką średniowieczną, barokową i renesansową. Ariel Pink pchnął go z kolei w stronę muzyki popowej. To jednocześnie przez relację z Arielem Mausa z początku traktowano jak kopię starszego kolegi. Recenzje pierwszych albumów Johna były bardzo nieprzychylne, co zmieniło się dopiero po wydaniu płyty We Must Become the Pitiless Censors of Ourselves. Po tym wydawnictwie Maus zamilkł i zniknął z życia publicznego na kilka lat i powrócił dopiero w 2017 roku albumem Screen Memories, do którego rok później dołączyło wydawnictwo uzupełniające pt. Addendum. Maus znany jest z ogromnej ekspresji na swoich koncertach. Z ciekawostek: wykładał filozofię na University of Hawaii, gdzie zresztą zrobił doktorat w dziedzinie nauk politycznych.

Jeszcze Wam mało? To zapraszam do wspomnianych już sucharkowych opisów dodatkowych kilkunastu artystów. Krótko, zwięźle i (nie) na temat czyli addendum do OFFowych polecanek.

A jak komuś jeszcze mało, albo nie chce mu się czytać, to jest jeszcze playlista: