Why Bother? + Dule Tree – Musisz umrzeć (2023)

Koniec z psychodelą! Czas marzycieli, wędrujących za pomocą dźwięków po krainach zrodzonych z fantazji i pragnień minął. Pozostał tylko mrok i hałas. Obezwładniający, atakujący zewsząd, duszący i wywołujący dreszcze jazgot. Pięknie było i już nie będzie. Już nic Cię nie czeka. Musisz umrzeć.

Czepiałem się o psychodeliczno-improwizowane wycieczki Why Bother? w reckach dwóch poprzednich płyt tego składu. Ot, nic osobistego, ale wybijało mnie to z imersji. W końcu to zespół, który na żywo jeńców nie bierze, a pozwala taplać się w rynsztokowym, dźwiękowym błotku. I dopiero split z trójmiejskimi specami od przerażających noise’ów pokazał, że mam rację. To znaczy — rację to ja przyznałem sam sobie, bo dzięki tej wspólnej płycie wreszcie cały, od kostek aż po ostatni wystający z głowy włos, mogę zanurzyć się w tej cuchnącej mazi i choć kąpiel to niedługa, to krótki czas trwania nadrabia intensywnością.

Pierwsza część wydawnictwa to Why Bother? w swojej najbardziej nieokiełznanej i zwierzęcej formie. Sludge pożeniony z noise rockiem i… melodiami. Tak, te gruzowe motywy nie tylko robią wrażenie, ale też zapadają w pamięć. Wrażenie robi perkusyjna, acz precyzyjna młócka Łukasza Kumańskiego (Fucked Up Perfect) oraz zróżnicowane, a przy tym bardzo dopracowane i zaskakujące brzmieniowo wokale Rafała Jurewicza. W tych zresztą pozostał niewielki pierwiastek psychodeliczny, ale nie jest to klimat hipisowskiego lata, a totalny psychiatryk (Wiersz). Zdziwić może brzmienie gitary, które w kilku miejscach osiąga niemalże stonerowe rejestry (bitter.sweet.sour). Basu też jakby więcej, o co dopominali się starzy załoganci i to on odpowiedzialny jest za minorowy nastrój i postępującą zgniliznę (słychać to szczególnie wyraźnie w Bodies Have Flaws).

Druga część albumu to zejście kilka poziomów niżej — do piwnicy. Bynajmniej nie mówię tu o jakości. Chodzi piwnicę taką, jak chociażby ta z finału filmu Blair Witch Project, gdzie nie ma nadziei na to, że będzie lepiej i po prostu czekamy (w akompaniamencie krzyku) na swój koniec. To oczywiście zasługa duetu Dule Tree, które za pomocą pogłosów, przesterów i marszowych rytmów może przysporzyć niejednemu strachliwemu odbiorcy kilku dodatkowych siwych włosów na głowie. Dominuje ciemność i paranoja; hałasy atakują zewsząd i naprawdę trudno rozpoznać ich źródło. Brzmi to naprawdę obezwładniająco, a grupa potwierdza swój potencjał jako naczelnych, dźwiękowych eksperymentatorów. Choć nie są to eksperymenty dla zwykłego śmiertelnika. Dla nich taka dawka brudu może być zbyt duża.

Prawdziwą ozdobą są jednak dwa wspólne utwory obu grup. Zamykający płytę Lament to (na papierze) właśnie taki klasyczny psychodeliczny snuj, w którym lubuje się w kontekście finału swoich wydawnictw Why Bother? Tylko że w tym wydaniu zamiast psychodelii mamy czystej maści noise, dzięki czemu całość, zamiast wybijać z nastroju, powoduje chęć puszczenia całego albumu raz jeszcze i pozostania w tym paskudnym świecie na dłużej. Za to umieszczony w połowie Never Know to muzyczny odpowiednik elektrowstrząsów. Raz głośniej, raz ciszej, a pomiędzy krzyki. Czy pacjent przeżył procedurę? Może. O ile warzywo zaliczymy do gatunku homo sapiens.

Musisz umrzeć to bardzo intensywna płyta. Do tego nie dość, że oba zespoły w świetnej formie, to jeszcze nadają na podobnych falach i z taką samą intensywnością. Kooperacja podmiotów różnych, acz dopełniających się, a przy tym pozostających sobą, jednak ma przyszłość.