Gdy po raz pierwszy usłyszałem o zespole Nagrobki (fot: Tomasz Pawluczuk), to nie dowierzałem, że za tematykę można obrać sobie śmierć. W sensie tak dosłownym i konkretnym. Stwierdziłem, że co prawda sam lubuję się w rzeczach z definicji mrocznych i niewesołych, ale niespecjalnie aż tak bezpośrednio odwołujących się do końca. A już na pewno nie tylko do niego. To było jeszcze przed pierwszym odsłuchem i przyznam, że po prostu nie doceniłem kreatywności duetu Macieja Salamona i Adama Witkowskiego.
Do pociągu z napisem Nagrobki wsiadłem na wysokości wydanej w 2017 roku płyty Granit i praktycznie od pierwszego odsłuchu skierowałem się do wagonu przeznaczonego dla największych fanów. W końcu sama tematyka to jedno, ale jak zawsze — diabeł tkwi w szczegółach. Stosując relatywnie proste brzmienia grupa (z czasem i z płyty na płytę mocno je ubogacając, co też jest ważne w kontekście jej rozwoju) potrafi wciągnąć w swój funeralny świat od pierwszego dźwięku.
Także, a może przede wszystkim, dzięki świetnym tekstom. Błyskotliwe spojrzenie na koniec życia stanowi paradoksalnie jego pochwałę. Do tego same liryki są naprawdę zróżnicowane: od niemalże poetyckich fragmentów w takim Jak mu dewastuje grób, przez punkową, zabarwioną humorem bezpośredniość w Co z nami będzie po zastosowanie licznych, uzupełniających melodie powtórzeń (chociażby Kolejny rok w urnie czy Nie chcę myśleć o śmierci). Najważniejsze jednak, że zespół w każdym z utworów opowiada osobną, choć znajdującą się w tym samym, przepełnionym śmiercią uniwersum historię.
Muzycznie duet też bawi się ze słuchaczami. Bo i owszem, na żywo zazwyczaj występują we dwójkę, ale już na płycie, dzięki utalentowanym gościom (stałymi współpracownikami są Tomasz Ziętek, Olo Walicki czy Mikołaj Trzaska), surowe, garażowe brzmienie zyskuje dzięki dodatkowym dźwiękowym ornamentom, a dość klaustrofobiczny, piwniczny klimat zyskuje sporo przestrzeni. W tym połączeniu nieszablonowych tekstów z nietypowymi aranżacjami (utwory nie zawsze bazują na prostym patencie zwrotka-refren-zwrotka) widzę zresztą siłę Nagrobków i ich nieświadome (?) przywiązanie do trójmiejskiej sceny. Z humorem, ale też z dbałością o słuchacza o sprawach ważnych. Czy to nie brzmi jak muzyka z Trójmiasta?
To wszystko powoduje, że Nagrobki są jednym z najoryginalniejszych zespołów na krajowej scenie alternatywnej. Ich podejście do tworzenia, sam koncept, ale też wszystko, co wokół (identyfikacja wizualna, sposób prezentowania treści i powiązanie z wieloma innymi dziedzinami sztuki) plasuje ich też jako jeden z nielicznych, tak mocno wcielających w życie zasady DIY grup. Chwała im także za to, że odczarowują tak trudny, bo przepełniony martyrologią i strachem temat przed nami wszystkimi. Nie jest to łatwe zadanie, szczególnie w kontekście polskim, ale jak widać — da się. I to z jakimi efektami.

Nagrobki przypomną nam o nieuchronności śmierci podczas swojego koncertu zorganizowanego przez Gdański Archipelag Kultury w ramach Alternatywnego Lasu w Teatrze Leśnym (INFO, EVENT, BILETY) już w piątek 22 sierpnia. Scenę dzielić będą z Dziadami Kapitana Klossa oraz The Ferrules.


