Połączenie piękna, spokoju i delikatności z agresją, ciężarem i brutalnością to coś, co zarówno przyciąga, jak i odrzuca. Te dwa całkowicie przeciwstawne podejścia potrafią wytworzyć w odbiorcy całe spektrum emocji i dotrzeć tam, gdzie nie dotarłyby, działając w pojedynkę. To jednak sztuka dość trudna, bo ożenić łagodność z drapieżnością wcale tak łatwo nie jest i zamiast pożądanego efektu można otrzymać coś, co nie trafia zupełnie do nikogo i nie tworzy niczego nowego. Na szczęście Five The Hierophant pojęcie złotego środka znają i choć jest ono abstrakcyjne, bowiem możemy do niego tylko dążyć, to po wysłuchaniu „Over Phlagethon” można stwierdzić, że grupa wcale tak daleko od jego osiągnięcia nie jest. Szczególnie, że muzyka przez nich zaproponowana, będąc w całości instrumentalną, nie staje się jednocześnie muzyką tła, a sam zespół potrafi bez słów opowiedzieć swoją historię.

Prawdą jest, że więcej na tej płycie brudu, bo podstawę stanowią składniki z doom/sludge metalu, ale ozdobione nie mniej wyraźnymi zdobieniami. Są nimi przede wszystkim partie saksofonu, obecne praktycznie w każdym utworze i rozrywające gitarowy ciężar, a także wpuszczające sporo oddechu do tego zatęchłego, nieprzyjemnego i chropowatego brzmienia grupy. Oprócz niego na płycie możemy też usłyszeć djembe, skrzypce, tybetańską trąbkę rag-dung, a także granie smyczkiem po gitarze, tak charakterystyczne dla grup z kręgu post-rocka. Mimo wszystko są to tylko narzędzia w drodze do osiągnięcia konkretnego klimatu, a nie pokaz umiejętności muzyków, którzy rezygnując z wokalu, próbują nakreślić opowieść w trochę inny, własny sposób. I największym ich sukcesem jest to, że im się to udaje. Przez 6 utworów trwających razem niespełna 50 minut udaje im się pochłonąć całą uwagę odbiorcy, a do tego nieprzyjemnego, przytłaczającego, ale zawierającego też ukryte piękno świata zbudowanego z psychodelicznego doom metalu chce się powracać i za każdym razem odkrywać coś nowego.