Tajak (Meksyk) – pochodzą z Baja California z miasta Meksyk, a ich nazwa w lokalnym, yumańskim języku kiliwa, oznacza szkielet. To określenie może być trochę mylące, gdyż muzyka Tajak jest wyjątkowa żywa i energiczna, ale z drugiej strony podąża bardziej w stronę mroku, niż zdecydowanie bardziej kojarzącego się z miejscem zamieszkania muzyków, słońca. Związek z lokalną kulturą u tego tria jest zresztą dość spory, bowiem w ich kompozycjach możemy odnaleźć też pewne echa tubylczej muzyki. Przede wszystkim jednak Tajak stawia na bezpośredni, noise’owo-punkowy przekaz, wzmocniony pierwotną energią i kontrolowaną brutalnością. Na koncie mają dwie długogrające płyty, a tegoroczna, wydana pod tytułem „Amsterdam 211”, przenosi nas w najeżony psychodelą, pokręcony świat rodem z psychiatryka. Ciężkie, powolne tempa zmieniają się w szaloną kanonadę bębnów i gitary, a wywołujące ciarki na plecach nawoływania nieznanych głosów w tle, dodatkowo potęgują klimat zagubienia i postępującej choroby. Twórczość Tajak wymaga uwagi i skupienia do tego, by móc w pełni poczuć i zanurzyć się w ten osobliwy świat szaleństwa oraz czyhającego zza każdego rogu niebezpieczeństwa. Jeśli jednak chcemy stawić czoła własnym lękom albo jeszcze mocniej popaść we własny obłęd, to warto. I ciekaw jestem, na ile z tego paranoicznego klimatu uda się oddać muzykom na scenie. Oby jak najwięcej.

Bandcamp: https://tajak.bandcamp.com