Po dziesięciu latach milczenia Oxbow wydali wreszcie nowy album. Po takim czasie można było się zastanawiać, w którą stronę pójdą. Zubożą brzmienie w związku z koniunkturą na hałaśliwe granie? Może postawią na większą transowość? Albo wręcz przeciwnie – dodadzą więcej jazzowych elementów, które zawsze przewijały się w ich twórczości? Jednak jakkolwiek to nie zabrzmi, to Oxbow pozostali po prostu sobą. To dalej to samo, nieprzyjemnie chropowate granie, okraszone różnymi, wydawałoby się zmiękczającymi, a w praktyce tylko komplikującymi brzmienie, orkiestrowymi dodatkami, takimi jak pianino, dęciaki czy instrumenty smyczkowe. Dodajmy do tego kompletnie szalony wokal Eugene Robinsona, który w trakcie jednego utworu potrafi przekazać wszystkie możliwe do osiągnięcia dla człowieka stany emocjonalne, a dostaniemy Oxbow AD 2017. Zespół eksperymentów, dla którego dziwne, znaczy normalne.