Moontoy są bardzo skromni albo bardzo tajemniczy. Zbyt wielu informacji o składzie w sieci znaleźć się nie da. Grupę tworzą w każdym razie, rezydujący na co dzień w Warszawie, Grzechu, Zbyszek i Mikołaj. Tyle udało mi się ustalić, ale pamiętajcie też, że żaden ze mnie detektyw. Swoje pierwsze wydawnictwo, chyba dla zmyłki, nazwali not even demo. Na muzyce znam się już trochę bardziej niż na przeprowadzaniu dochodzeń i powiem Wam, że demówki z pewnością nie brzmią tak dobrze. W dodatku nazwy utworów to cyferki i to nie w takiej kolejności, w jakiej poznawałem je w podstawówce na lekcjach matmy. Oj, hultaje z tej trójki, ale wybaczam im, bo grają tak ładnie, że trudno się na nich za coś takiego boczyć.

Czasami zresztą lepiej jest wiedzieć mniej. not even demo faktycznie, przy dobrej promocji, można by było sprzedać jako jedno, długie jam session, zarejestrowane gdzieś w salce prób. Takiej, gdzie to akurat, całkiem przypadkowo, znajduje się profesjonalny sprzęt do nagrywania. Nie widzę nawet specjalnie sensu burzyć sobie tego obrazu i rozbijać na czynniki pierwsze muzyki Moontoy, bo ta płynie jakby bez wyraźnego początku i czytelnego końca. Nawet teraz, podczas pisania tego tekstu, jestem już przy ostatnim utworze. A dałbym się pokroić za to, że dopiero co wcisnąłem play!

Przy muzyce grupy traci się poczucie czasu i to bardzo pozytywny stan. Mamy tu zwolnienia, przyspieszenia, gitarowe odloty w stronę gwiezdnych konstelacji i bardziej przyziemne, mocniejsze granie gdzieś pośrodku pustyni. Jest w tym bardzo dużo oddechu, ale i subtelności. Nie ma wyłamywania gatunkowych barier, a po prostu trzech, dobrych instrumentalistów, którzy grają dokładnie to, co wpada im do głowy. Tak właśnie to słyszę. Przez to, przynajmniej moim zdaniem, bliżej zespołowi do grup obracających się wokół sceny psychodelicznej (Lastryko, Ampacity) niż tych o jednoznacznie stonerowym rodowodzie. Swoim brzmieniem i powolnymi tempami budują bowiem bardzo ładne, ale i trudne do ogarnięcia jednym okiem pejzaże. W głowie pojawiają się różne obrazy, kreatywne pomysły, a z dźwięków emanuje spokój. Dzięki temu not even demo to prawdziwa ścieżka dźwiękowa dla wyobraźni. A tę każdy z nas ma przecież inną.

Płytka do odsłuchania i pobrania lub zakupienia na Bandcampie.