Polpo Motel to projekt Olgi Mysłowskiej oraz Daniela Pigońskiego. Olga odpowiada za śpiew, a Daniel za muzykę: syntezatory, klawisze i inne elektroniczne brzmienia. Warto dodać, że duet to dość nietypowy, bowiem Olga Mysłowska jest śpiewaczką operową (specjalizuje się w interpretacji muzyki barokowej); występuje też w teatrze, a w zeszłym roku mogliśmy usłyszeć ją w kolaboracji z Raphaelem Rogińskim na płycie Raphael Rogiński plays Henry Purcell. Pigoński z kolei grał na klawiszach m.in. w Pustkach, a oprócz tego jest współzałożycielem zespołów Elektrolot, Der Father oraz, osobiście bardzo lubianego przeze mnie, Bye Bye Butterfly.

Tyle z wyliczanki, bo najważniejsze jest tutaj Cadillac Hearse. Jednak powyższy kontekst to dobry wstęp do opisania tej płyty. Olga ma bardzo charakterystyczny, głęboki i „męski” głos, a Pigoński z kolei stawia na prostotę zbudowaną z syntezatorowych, mroczniejszych podkładów. Do tego dorzuca sample innych instrumentów, wydobywa spod palców niepokojące dźwięki, a gdzie trzeba, dorzuca do tego kilka cieplejszych motywów zagranych na klawiszach. Niezwykle oryginalna jest ta muzyczna mieszanka. Taka, jak jej twórcy.

W mojej wyobraźni owocuje to tym, że podczas odsłuchu Cadillac Hearse, czułem się jak podczas występu dziwnej trupy Takiej niezbyt przystosowanej do czasów i nowoczesnych trendów, którą trudno byłoby przypisać też do jakiegokolwiek, konkretnego miejsca. Pigoński stworzył bardzo ciekawe brzmienie: odpowiednio przybrudzona elektronika miesza się z dziwnymi dźwiękami, a całość utrzymana jest w bardzo powolnych tempach. Ani z tego darkwave, ani industrial, w żadnym wypadku też nie jest to czysty synthpop. Mamy tu po prostu wszystkiego po trochu i nawet trochę więcej.

Wokalnie też mamy tu zabawę z konwencją. Gotyk łączy się tu z estetyką, z którą mamy do czynienia na przykład w projekcie Anthony & The Johnsons. Olga śpiewa, ale i interpretuje; tworzy melodie, ale i uzupełnia muzykę. Płynnie przechodzi z wysokich rejestrów do niskich (Dream On), bawi się swoim głosem i sprawia, że można traktować go jako jeden z instrumentów, by zaraz narzucić utworom własną, wybijającą się na pierwszy plan narrację.

Muzyka, która znajduje się na Cadillac Hearse, przypomina mi trochę kino eksploatacji, ale w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nietypowe środki wyrazu i oszczędne, ale kreatywne narzędzia w postaci muzyki prostej, ale eksperymentalnej zarazem łączą się tu z ambitną fabułą i bardzo charyzmatyczną postacią protagonistki, którą w tym przypadku jest Olga i jej wokal. Reżyser staje na głowie, łącząc ze sobą nieprzystające do siebie elementy i inspiracje. Ma świetne pomysły, serce do projektu i głowę na karku. Wychodzi mu dziwna etiuda; coś na skraju surrealizmu i filmu fabularnego. Masy tego nie rozumieją, ale sami na pewno wiecie, że kultowość ma swoją cenę. Trzeba tylko być cholernie oryginalnym. Takim, jakim jest Polpo Motel na Cadillac Hearse.

I zapraszam na Bandcampa.