Gdy byłem mały, to chciałem zostać kosmonautą. Szybko mi minęło, gdy chrzestni kupili nowe mieszkanie w wieżowcu. Wtedy zrozumiałem, że loty w kosmos nie będą dla mnie. W końcu dość trudno wybrać na kosmiczny spacer, jeśli masz lęk wysokości i boisz się spojrzeć w dół przez barierkę na balkonie znajdującym się na szóstym piętrze.

Jak już trochę podrosłem, to zrozumiałem, że latać w kosmos można też inaczej. Nie, nie mówię tu o dopalaczach (nie ten rocznik), ale literatura, film czy muzyka też są całkiem dobrym substytutem. Wzium! wpisuje się w tę kategorię idealnie.

Co ważniejsze, Wzium! łączy w sobie kosmiczną eksplorację ze stanem nieważkości spowodowanym intensywnie przetańczoną imprezą. Na pokładzie „Wzium 610” panuje stan permanentnej, trochę kiczowatej, ale przede wszystkim kolorowej i nieskrępowanej zabawy. Czuć też swojski klimat w tekstach i wokalach, które spełniają tu rolę nakręcania do dalszej zabawy. Czy to w formie monologu jak na początku „Na koniec Wszechświata i jeszcze dalej!”, czy też poddane przetworzeniu i brzmiące jak z innej planety (ten sam utwór) lub trochę beznamiętne, przechodzące obok muzyki mruczando (W kosmosie nikt nie usłyszy Twojego płaczu). W każdym z tych przypadków nie dajcie się zwieść, że chodzi o cokolwiek innego, niż o czystą frajdę.

A ta na Wzium! jest naprawdę przednia, bo grupa miesza sporo stylistyk (disco, electropop, synthpop,  sporo electroclashu, nawet jakieś zimnofalowe odpryski też tu znajdziemy) i wychodzi jej to bardzo naturalnie. Nawet jeśli na chwilę zwalniamy (W kosmosie nikt nie usłyszy Twojego płaczu), to tylko po to, by nabrać sił do dalszej balangi. Jej zwieńczeniem jest mroczniejsza, ale nie mniej taneczna końcówka (Bez Ciebie nie wracam (na Ziemię)). W końcu kto wie, co zastanie nas na naszej planecie po powrocie z tak hedonistycznej podróży?

Całość na Bandcampie.