Shopping już od pierwszego utworu, pierwszej nuty i pierwszego zagranego dźwięku utrzymuje ten podbity funkiem, minimalistycznie gitarowy, niezwykle rytmiczny klimat słonecznej muzyki z przekazem. Bas i hi-hat plus prosty, niemal zapętlony riff, do tego dwuwokal i współgrające z rytmem frazowanie, a na dokładkę niegłupi tekst bez nachalnego moralizatorstwa. Tak brzmi potencjalny przepis na przebój, a to dopiero początek i pierwsza z kompozycji, The Hype.

Nawiązań do klasyków takiego grania też jest tu od groma, ale trudno się dziwić, gdy producentem albumu jest Edwyn Collins z Orange Juice. Nie wiem, czy to jego zasługa, ale w tym muzycznym pudełku udało się zmieścić bunt Gang of Four, niewinność The Slits, popowość The B52-s, taneczność Delta 5, mroczny rytm Bush Tetras i no wave’owe odjazdy Jamesa Chance’a. A to wszystko w zaledwie 10 utworach, 31 minutach.

Cała recenzja dostępna tutaj.