Cheer to płyta obrzydliwie melodyjna. Złożona z prostych patentów; zachrypnięty wokal Patricka Kindlona (możecie kojarzyć go z projektów End of a Year oraz Self Defense Family), proste, gitarowe riffy jako podstawa, druga gitara pozornie komplikująca brzmienie, żwawa i mocna perkusja, trzymający to wszystko w ryzach bas oraz płynne przejścia między partiami szybkimi i jeszcze szybszymi. Do tego te „przyziemne” teksty; beznadziejny szef, denerwująca praca, brak kasy, ciągłe problemy i wreszcie, co najważniejsze, akceptacja tego stanu rzeczy, polubienie siebie za to, kim jesteśmy i zwrot myśli w stronę pozytywów. Teksty są bezpośrednie, ale nie prostackie i łatwo się z nimi utożsamić. Co ciekawe, brak w nich odniesień do polityki. W końcu to nie polityków spotyka się na co dzień w swojej pracy, sklepie, barze i nie z nimi dzieli się łóżko (przynajmniej ja nie; nie wiem jak Wy). Oni gdzieś tam są, ale Kindlon radzi: najpierw zacznij od siebie i swojego małego świata.

A potem zobaczymy.