Just Mustard nie prowadzi nas za rączkę. Już od pierwszych dźwięków otwierającego płytę „Boo” jesteśmy w samym sercu stworzonych przez nich dźwięków. Żadnego ostrzeżenia, bowiem w ciemność spada się bardzo szybko. Noc w „Boo” ma lekki posmak kurzu, migającego światła zepsutej żarówki, nie tak znowu odległych dźwięków niebezpiecznych dla życia maszyn, nerwowego postukiwania i dochodzących do nas z bliżej nieokreślonego miejsca ludzkich głosów. Damski i męski; oba nie z tego świata, przytłumione, próbujące nas odratować. To jednak tylko ułuda. Prowadzą nas nie do wyjścia, a do miejsca jeszcze straszniejszego. Industrialne dźwięki narastają, rytm przyspiesza i jest coraz głośniejszy, a my zamiast wydostać się na zewnątrz, toniemy głębiej w tym przerażającym, pozostającym poza czasem i nieokreślonym geograficznie ani fizycznie miejscu.

Powyższy fragment recenzji pojawił się w całości na portalu Soundrive.pl. O, tutaj. Zapraszam do przeczytania 🙂