Dwa lata po wydaniu EPki To the Core Zoè Zanias (a tak naprawdę Alison Lewis) wypuszcza na świat swój pierwszy, solowy album. Korelacja pomiędzy nazwami tych wydawnictw nie jest przypadkowa. Na obu to głos jest najważniejszym instrumentem. W obu przypadkach atmosfera wytworzona przez Zoè jest zimna, wręcz przeszywająca. Różnicą jest to, że To the Core zawierało głównie muzykę na styku coldwave i tanecznej elektroniki, a Into The All jest zwrotem ku naturze i brzmień spod znaku Dead Can Dance.

Rytm i puls towarzyszy Zoè i tutaj, ale tym razem jego genezą są tribalowe podkłady. Drugim filarem jest jej głos. Niskie i wysokie rejestry, przedłużanie fraz, beznamiętne ich powtarzanie czy emocjonalne, przeszywające fragmenty. Zoè odnajduje się w każdej możliwych konfiguracji. A tych jest sporo, bo oprócz wspólnego mianownika, czyli klimatu rodem z zamarzniętego, ciemnego lasu, muzyka na Into The All jest mimo wszystko zróżnicowana. Brzmi to tak, jak gdyby Zanias chciała oddać hołd każdej ze stylistyk, wokół których zdarzało jej się w przeszłości obracać.

Jest tu więc minimal synth i industrial (piękny i treściwy Idoru, natchniony i galopujący Thanatos), darkwave (taneczno-oniryczna Aletheia, krucha Exuvia), ambient (otwierający Uroboros oraz zamykający Into the All) czy elementy techno przewijające się w wielu fragmentach tej płyty.

Dzięki charyzmie Zanias nic tu się jednak ze sobą nie gryzie. A aura tajemniczości unosząca się nad tym materiałem stanowi tylko o jego dodatkowej wartości.