Słów kilka: Trio z Kijowa, którego debiut z 2017 roku zatytułowany po prostu Straytones został uznany za jedną z najlepszych ukraińskich płyt przez portal Neoformat. Wśród swoich inspiracji wymieniają Oh Sees, The Brian Jonestown Massacre, Ty Segalla, a także klasyczne brzmienia psychodelii lat 60-tych. Artem Dudko, Maryna oraz Vova śmiało czerpią z wymienionych źródeł, dodając do tego sporo garażowej energii i otwierając się przy tym na inne gatunki takie jak surf rock czy stoner.

Czego przesłuchać przed: Beware, Dark Lord! Here Comes Bell-Man! EP (2019)

Straytones EP 2

Króciutkie, 10-minutowe wydawnictwo, w którym zespół nie traci czasu i już od pierwszych sekund atakuje przesterowanym, ciężkim brzmieniem gitary i przetworzonym, nieludzko brzmiącym wokalem. Dark Lord to pochwała dla garażowego, zabarwionego stonerem brzmienia. Energia wylewa się z głośników, bas dudni, gitara pędzi na złamanie karku, a wszystko to tonie w psychodelicznym sosie z mięciutkich niczym podusia klawiszy. W ambientowo-syntezatorowym Abyss trio zabiera nas w kosmiczne otchłanie, by w Bell-Man powrócić pełnymi werwy do dalszej walki. Ciosy wyprowadzane są jeden za drugim aż do utraty tchu: tnąca gitara przypomina skrzeczącą broń, sekcja rytmiczna wywołuje istną kanonadę dźwięków, a dochodzący nieśmiało głos zdaje się komentować z oddali ten nierówny pojedynek. W finale dochodzi do tego ostrzał z syntezatorów i każdy, nawet najtwardszy wróg przy tak zmasowanej ofensywie będzie musiał skapitulować. Doskonałe starcie!

Must listen: Dark Lord

Teledysk bardziej psychodeliczny od samego utworu, a w tym przypadku to naprawdę sporo. Sama EPka, którą opisuję powyżej, opowiada o walce pomiędzy tytułowym Władcą Ciemności a Heraldem. Potyczka ta dotyczy oczywiście losów całego świata, a pojawiają się w niej takie wątki jak artefakt dający jego posiadaczowi dar niezniszczalności, podróże międzygwiezdne oraz stworzenia przypominające skrzyżowanie jajka z ufoludkiem. Steve Ditko byłby dumny.

Dla zaawansowanych: Debiut z 2017 roku to równie ciekawa płyta, co ostatnie wydawnictwo, choć zdecydowanie różna od nowszych poczynań zespołu. Psychodelicznie piosenkowa, gdzie zamiast kwaśnego, kolorowego tripu mamy zabawę klasyką. Czuć tam też garażowy rodowód grupy, przez co album nie nudzi, a wciąga swoim wolniejszym, wywołującym w podświadomości przyjemne obrazy tempem.