Słów kilka: Założony w 2014 roku przez dwóch Niemców i jednego Australijczyka zespół Heads. wprowadza własną, niejednorodną stylistycznie definicję noise rocka. Total Control, Shellac i Rowland S. Howard wskazują im drogę, która najpierw zaprowadziła ich do wydania krótkiego albumu (EPka Heads. w 2015 roku), a później całej płyty (Collider w roku 2018). Nagrywają z doskoku z powodu różnych miejsc zamieszkania i zdążyli wyrobić sobie całkiem niezłą renomę w środowisku. Na ich debiucie usłyszymy m.in. gościnne partie Kevina Whitleya (Cherubs) i Luca Hessa (Coilguns, Kunz), a za miks i mastering płyty odpowiada Magnus Lindberg (Cult of Luna).

Czego przesłuchać przed: Collider (2018)

Heads - Collider 2

Heads. na Collider wskrzesza noise rockowe brzmienie lat 90-tych. Podczas odsłuchu tego materiału w głowie zapewne pojawi się myśl, że gdzieś to już było i będziecie mieć rację. Mamy tu i brud The Jesus Lizard i echa sludge’u w wersji łatwo przyswajalnej w stylu Melvins. Pojawia się sporo flanelu, ale tego spod znaku grunge’u (Stone Temple Pilots). Jest też masa melodii ukrytych pod warstwą dużej ilości przesteru (The Smashing Pumpkins). Ponadto smutek, wolne tempa i brak światełka w tunelu (Codeine, Slint). Jak widać inspiracji sporo, ale te nie gryzą się ze sobą, bo zespołowi udało się je poskładać bardzo zgrabny sposób. Elementy te budują brzmienie, ale nie stanowią tożsamości Heads.. W grze grupy czuć przede wszystkim szczerość i chęć oddania hołdu ulubionym gatunkom i stylistykom. Ich misz-masz jest też nadzwyczaj konsekwentny. Zespół nie skacze z jednego dźwięku na drugi, odhaczając przy okazji wszystkie charakterystyczne zagrania, a buduje własną, ponurą atmosferę. A pomagają im w tym naprawdę dobre utwory: sunący do siebie z zawieszoną głową, melodyjny Wolves at the Doors, oszczędna i posępna Samsa, przeciągany wokalnie stoner w postaci Youth czy otwierający, pulsujący basem, złowrogi At the Coast. Naprawdę dobry debiut zespołu, który spoglądając w przeszłość buduje, czuje oraz przeżywa tu i teraz.

Must listen: Wolves at The Doors

Noise rock dla tych, którzy nie lubią hałasów. W singlu z debiutanckiej płyty jest i sporo melodii i zapadająca w pamięć fraza (It’s All Fine / It’s All Mine). Jest też dudniący bas, sporo post-rockowej przestrzeni i ukryta pod dozą przybrudzonych dźwięków i dojmującego smutku przebojowość.

Dla zaawansowanych: Dla poszukiwaczy zaginionych brzmień polecam pierwsze wydawnictwo grupy, czyli EPkę pt. Heads. z 2015 roku. Czym się różni od nowego materiału? Większym ciężarem, innym rozłożeniem akcentów (post-hardcore) i sporym przywiązaniem do charakterystycznych cech gatunku. Warto.