Przylepianie gatunkowych łatek to rzecz o tyle przydatna, co i mocno krzywdząca. Elder już dawno wyskoczył z pudełka z napisem „stoner/doom”, a jednocześnie i tak to właśnie te gatunki najlepiej opisują zarówno ciężar ich muzyki, jak i jej wrażliwość. Pomimo tego, na tegorocznym albumie, zespół zaproponował ponad godzinną, muzyczną ilustrację, w której na równi ze zwalistymi riffami i odjechanymi solówkami, mamy tyle samo inspiracji brzmieniami wprost z klasycznego hard rocka (ciepłe brzmienie klawiszy), jak i rocka progresywnego. Utwory są mocno rozbudowane, przechodzą pomiędzy sobą w sposób bardzo płynny, przez co odsłuch płyty kojarzy się z jedną, długą i pełną ciekawych przygód, psychodeliczną podróżą.