Jakże trafny, co do zawartości muzycznej, jest tytuł tej płyty. Przepełnia ją muzyka agresywna, bezpośrednia, dynamiczna i niezbyt skomplikowana. To samo dotyczy tekstów, które odnoszą się do otaczającej muzyków rzeczywistości. I nie ma znaczenia, czy śpiewają o Bristolu, bo brudne ulice, szare blokowiska i zaśmiecone trawniki są też obok nas. To krajobraz świata brudnego, nieprzyjaznego dla „zwykłych ludzi”, ich matek, kolegów czy znajomych. Wokalista Joe Talbot w sposób prosty i dosadny, acz niepozbawiony ironii mówi o tym, co go boli i dzięki wewnętrznej charyzmie trudno mu nie przytaknąć. Brutalism to album idealny na pobudzenie wewnętrznej złości, która siedzi (czasami głęboko) w każdym z nas. Pytanie o to, co z nią zrobić, gdy już się wydostanie, pozostaje otwarte.