Szwedzi z Principe Valiente niespecjalnie ukrywają swoje inspiracje. Już w trakcie odsłuchu otwierającego ich drugi album The Son I’ll Never Be wiemy, jakie płyty najczęściej goszczą w ich odtwarzaczach. Emocjonalny i głęboki głos Fernando Honorato od razu nasuwa skojarzenia z Interpolem. Podobnie zresztą brzmią gitary, które razem z syntezatorami wprowadzają w tej kompozycji iście „pościelową” atmosferę. Zarzut to czy komplement? Jeden fan Joy Division powie tak, drugi powie nie. Prawdą jest, że przy okazji opisywanej płyty można rzucać porównaniami do klasyków jak z rękawa, ale przy takim poziomie melodyjności jak w singlowym, perkusyjnie połamanym Take Me With You czy mocno rozemocjonowanym, klawiszowo-basowym She Never Returned trochę nie wypada narzekać. W kilku miejscach spotkałem się nawet z porównaniami grupy do Dead Can Dance i faktycznie w jakiś przewrotny sposób Principe Valiente ich przypominają. Głównie za sprawą wokalu Honorato, który gdzieniegdzie wpada w manierę Brendana Perry’ego, bo muzycznie jest to zupełnie inna bajka. W dalszej części płyty sporo jest zabawy shoegaze’em w postaci tworzenia ścian z dźwięku (The Dream) lub też sekcję rytmiczną, która przybliża nas do parkietowych klimatów (Wasted Time). Głównie jednak sporo tu zabawy post-punkową stylistyką (ostrzejszy Dying to Feel Alive, rozedrgany Temporary Men) i trudno czynić z tego zarzut, jeśli zespół potrafi zrobić to w tak przebojowy sposób. Dla tych, co łykają post-punkowe nowości będzie to jak łyk ulubionego piwa – reszta stwierdzi, że woli inne trunki.