Płyta zaczyna się niewinnie, ale to ostatnia rzecz, jaką można powiedzieć o muzyce Youth Code. Syntezatorowy, delikatny wstęp w (Armed) zamienia się w prawdziwą rzeźnię już w kolejnym utworze Transitions. Sara Taylor nie tyle śpiewa, co raczej wyrzyguje swoją złość i agresję. Druga połówka zespołu, Ryan George, tylko uwydatnia te emocje za pomocą ostrych, głośnych i bardzo precyzyjnych industrialnych podkładów. Dzięki sprawnej produkcji kawalkada dźwięków nie zamienia się w niestrawną papkę; każda nuta, każde syntezatorowe przejście, wykorzystany sampel czy klawiszowy motyw są tu dobrze słyszalne i bardzo wyraźne.

Tym, co wyróżnia zespół, spośród zjadającej od jakiegoś czasu własny ogon sceny industrialnej jest fakt, że potrafi przemieszać ze sobą kilka różnych stylistyk. Samo brzmienie to oczywiste inspiracją starą sceną. Tempo muzyki, jej motoryka i wściekłość nasuwa skojarzenia ze starym, dobrym hardcorem. To jednak nie wszystko, bo posłuchajcie sobie takiego The Dust of Fallen Rome, w którego tle dzieją się rzeczy naprawdę piękne. Syntezatorowym pasażom bliżej tu niekiedy do futurystycznych, pełnych rozmachu obrazów jakiegoś odległego i oszałamiającego swoim pięknem świata. To połączenie ładnego z brzydkim oraz starego z nowym to coś, czym grupa potrafi i chce się bawić. Tego jest tu więcej.

Album trwa jedynie 39 minut, ale dzieje się na nim bardzo dużo. Żaden z utworów nie jest przewidywalny, każdy wyróżnia się na tle innych i co najważniejsze – podąża własnymi ścieżkami. To nie jest proste zapuszczenie beatu, dodanie podkładu i nałożenie na to wszystko niezrozumiałego wokalu. Przykład? Pierwszy z brzegu Doghead z kipiącego agresją, pełnego połamanych, industrialnych podkładów kawałka, zmienia się w środku w prawdziwie taneczny wymiatacz, by przy końcu przejść w bardziej romantyczne, prawie że „blade runnerowe” tony i zakończyć to wszystko dźwiękami niczym z końca zmiany którejś z fabryk metali ciężkich.

Na koniec warto raz jeszcze wrócić do wokalu, bo to, jak świetnie odnajduje się w tym wszystkim Sara, jest po prostu nadzwyczajne. Płynnie przechodzi od growlu do melorecytacji, od krzyku do „śpiewu”, a do tego wszystkiego potrafi być i przerażająca i przyciągająca równocześnie. To ona nadaje tempa, ale to i ona idealnie się do tego tempa dostosowuje. Jej głos działa tu i na płaszczyźnie kolejnego instrumentu i zarazem jest wartością samą w sobie. Sara ma charyzmę, ma możliwości, ma coś ciekawego do przekazania i na dodatek dobrze wie, jak to zrobić.

Ta konkretna, energetyczna bomba nie jest dla każdego, ale jeśli tęsknicie za starym, dobrym industrialem, a jednocześnie patrzycie w przyszłość, to jest to płyta zdecydowanie dla Was.