Pozbyli się części nazwy i powracają z drugim albumem. Wraz z kawałkiem The Fabulous Ensemble zdaje się, że odpadła także część muzycznych inspiracji. Albo inaczej. Inspiracje te mocno ewoluowały. Cassady podążył w stronę mroku, agresji i większej rozpierduchy. Blues i folk widocznie nie przynosiły wystarczających odpowiedzi.

Wpływów południowego grania nie pozbyli się w całości, ale ten element zamienił się miejscami ze składnikiem stricte punkowym. Jest go tu zdecydowanie więcej niż na debiucie, płycie Night Howler. Odpadła też folkowa wrażliwość, zarówno w sferze muzycznej, jak i z wokalu Rafała Klimczaka. A nawet jeśli się pojawia, to tylko na chwilę, by nas zmylić, oszukać i ewentualnie ułatwić wejście w ten, całkiem nowy, świat.

Otwierająca całość kompozycja tytułowa to złowroga zapowiedź ciągu dalszego. Coffin przynosi pierwsze zderzenie z nowym brzmieniem, które ma posmak punkowego kopniaka z półobrotu. Przy Hounds of Dusk otrzepujemy się z kurzu, zakładamy kowbojki i ruszamy na podbój lokalnego rodeo. Wyprawie tej towarzyszy klimatyczna gra sekcji rytmicznej, podbudowywana dodatkowo przez mocno przesterowaną, momentami „skrzeczącą” partią gitary. Sam utwór przybiera nieoczekiwany zwrot: z wydawałoby się prostego standardu country, zamienia się w roziskrzony efektami i przesterowany pokaz nowoczesnego, garażowego grania. A nasz bohater za sprawą wybrzmiewającej w finale harmonijki, pomimo otaczającej go kawalkady dźwięków, nadal pozostaje prostym chłopakiem z południa.

Wait for Summer zaskakuje piękną partią zagraną na organach. Stare zderza się z nowym, a sama kompozycja rozwija się chyba nawet lepiej od poprzedniej. To lato, które na zawsze pozostaje w naszej pamięci, choć niekoniecznie z powodu pięknej pogody. Na podobnej zasadzie działa Seclusion, który wyróżnia się, zagraną jakby od niechcenia i rozświetlającą te zamglone krajobrazy, gitarową solówką. Sailing Back to spokojny, przerywany jedynie kapaniem wody i podmuchiwaniem wiatru, folkowy powrót do przeszłości. 5 Full Boxes to country wyciągnięte z garażu, a zamykający całość Turning Gray przypomina egzystencjalnego kaca po obfitującym w nienadające się do opisania przygody weekendzie.

Dodam tylko, że ja w tej muzyce słyszę też sporo grunge’u. Takiego spod znaku Mother Love Bone (wokal w Hounds of Dusk), Green River, Mudhoney (w kategorii wokalu praktycznie wszystko, muzycznie Coffin i Met At Mall) czy Meat Puppets.

Sam album powstawał ponoć w kompletnej głuszy i to też tu słychać. Pomimo sporej dozy gniewu, muzykom udało się pozostać blisko rdzennego pierwiastka. Tylko z lekka inaczej interpretowanego. Pamiętajmy wszak, że natura, tak samo jak piękna, potrafi być też groźna i bezlitosna. Wie o tym też Neal Cassady. I chociaż w głębi duszy pozostał sobą, to musiał pozbyć się pewnych złudzeń i postawić na bezpośredniość. Chwała mu za to.

Cała płyta jest z kolei dostępna do odsłuchu na Bandcampie grupy.