Słów kilka: Pochodzi z Ghany, gra na tradycyjnym, ludowym instrumencie kologo i tak naprawdę nazywa się Albert Apoozore. Przydomek wybrał sobie jednak całkiem trafny, bo w swojej ojczyźnie faktycznie jest królem. Nie takim z tronem i berłem czy poddanymi, ale regularnie koncertuje, odbiera nagrody, a na jego koncerty przychodzą prawdziwe tłumy. Za granicą też nieźle sobie radzi: występował m.in. na Roskilde (2014), a jego dwie ostatnie płyty produkował Arnold de Boer, członek grupy The Ex. I to nie przypadek, bo muzyce King Ayisobe bliżej jest do punka niż do ojczystych, folkowych rytmów. Choć i tych ojczystych naleciałości u niego nie brakuje – spójrzcie tylko na listę instrumentów, które można usłyszeć na jego płytach. A nagrał ich w sumie pięć. Do tego śpiewa w trzech językach: frafra, twi i po angielsku.

Czego przesłuchać przed: Wydany w 2017 roku album 1000 Can Die zawiera wszystko to, co charakteryzuje Ayisobe: pierwotny rytm zderza się tu z punkową energią, a całość zagrana jest na tradycyjnych instrumentach z kraju pochodzenia muzyka (kologo, dun dun, djembe i pewnie jeszcze wiele innych). Gości z zewnątrz (m.in. Orlando Julius, Wanlov the Kubolor, Arnold de Boer aka Zea, Lee „Scratch” Perry) też jest tu sporo, ale nie tyle zmieniają, co raczej ubarwiają swoją grą podstawy tych dźwięków. A są to brzmienia Afryki, która patrzy w przyszłość, nie zapominając jednocześnie o przeszłości. Podstawą jest powtarzalny rytm, do tego dochodzi sporo energii zmieszanej z transowością, ale takiej, która bliżej jest spieczonej słońcem ziemi niż odległych od nas gwiazd. I mimo że nie rozumiemy tego, o czym King Ayisoba śpiewa to czujemy, że swoją grą i głosem chce zmienić świat. I przy okazji sprawia, że chcemy mu w tym dopomóc. Nawet jeśli idea poprawy jakości życia ludzi przez radosny taniec jest bardzo naiwna, to słuchając „1000 Can Die” wydaje się to być możliwe.

Must listen: King Ayisoba – Africa Needs Africa

Afrobeat zderza się tu z chropowatym wokalem, afrykańskimi zaśpiewami i nowoczesnością, czyli rapowaną wstawką jednego z zaproszonych gości. Tak wygląda Ghana przyszłości

Dla zaawansowanych: King Ayisoba praktycznie od początku swojej kariery zbiera świetne recenzje, ale zdaje się, że na szersze wody wypłynął dzięki poprzedniej płycie – Wicked Leaders z 2014 roku. Sięgnąć jednak można po każdy z dotychczas wydanych albumów. Tej muzyki i tego głosu nie da się z nikim pomylić i jeśli podoba się Wam to, co słyszycie, to przesłuchanie całej dyskografii będzie tylko formalnością.