Słów kilka: Co robiliście, mając 17 lat? Sam będę szczery – ja bumelowałem. George Van Den Broek, czyli człowiek stojący za projektem Yellow Days, nagrywał muzykę. W 2016 roku wydał EPkę Harmless Melodies. I oczarował nią świat. Urodzony w Manchesterze nastolatek wśród swoich głównych inspiracji wymienia Raya Charlesa, Howlin’ Wolfa, Thundercata oraz Maca DeMarco. W wolnym czasie ogląda Ricka i Morty’ego. Nie zawsze jednak jest tak różowo. W muzyce znalazł bezpieczną przystań: nie boi się mówić o tym, że cierpi na depresję i to właśnie możliwość komponowania pozwala mu się jej przeciwstawiać. Jego utwory pełne są romantycznych wyznań i szczerych spowiedzi o walce z chorobą. George to chłopak pełen sprzeczności, ale i ukształtowany i wiedzący czego chce artysta. Będzie o nim głośno.

Czego przesłuchać przed: Okładka pierwszej, pełnoprawnej płyty Yellow Days Is Everything Okay in Your World? to niezła zmyłka. Zwiastuje kolejnego, muzycznego sobowtóra Ariela Pinka czy też, w bardziej optymistycznej wersji, rzecz mocno inspirowaną King Krule. Podobieństwa są, ale niewielkie. Lekko oszczędna, ale nie aż tak szorstka jak u wymienionej dwójki, domowa produkcja. Całość ma też ten lekki, psychodeliczny posmak, tylko że George Van Den Broek nawet gdyby chciał, to nie zostanie kolejnym mistrzem hipnagogicznego popu. Nie pozwala mu na to jego głos. 13 utworów znajdujących się na Is Everything Okay in Your World? przepełnionych jest nadzwyczajnie ciepłym, subtelnym i romantycznym soulem. Van Den Broek nie brzmi tu na swój wiek; a całość nie brzmi wcale tak, jakby została nagrana i wydana w 2017 roku. Ciepłe klawisze, oszczędna perkusja, leniwa gitara i historie o miłości, bólu, cierpieniu i poszukiwaniu samego siebie. Odniesień do soulowych klasyków jest naprawdę dużo i widać tu ogromną miłość autora do tego gatunku. Z drugiej strony jest to soul o trochę innym, bo mniej podniosłym posmaku. Bardziej przyziemny, choć nadal mocno uduchowiony. Dzięki aranżacjom, wolniejszym tempom i niespiesznie prowadzonej narracji, ale przede wszystkim jest to zasługa niesamowitego głosu George’a, oddającego całe spektrum emocji. Van Den Broek nie ukrywa swoich inspiracji Mac’iem DeMarco, u którego podejrzał i zastosował melodyjność i lekkość względem swojego materiału. Materiału, którego jest jednak z lekka za dużo, bo płyta lekko rozmywa się pod koniec. To nie wina samej konwencji, ale chyba braku wyraźnych pomysłów, co nie zmienia odbioru całości. To dojrzała płyta młodego muzyka. O którym z każdym wydawnictwem będzie mówiło się coraz więcej.

Must listen: Yellow Days – That Easy

To Yellow Days w bardziej groove’y wydaniu. Charakterystyczny głos, ale bardziej konkretny temat; zarówno muzycznie, jak i wokalnie. Wyraźniejsza gitara i psychodeliczne pogłosy. Charles Bradley by przy tym zapłakał.

Dla zaawansowanych: Jeśli nie macie czasu lub jeszcze nie czujecie się przekonani, to odpalcie utwór Hurt In Love

Erotyczna partia gitary, rozmyty i rozedrgany, soulowy głos i tekst, którego można słuchać płacząc w poduszkę i rozmyślając nad sensem prawdziwej miłości. Kicz, ale na poziomie. A najnowszy singiel George’a pt. The Way Things Change przynosi lekki zwrot w stronę funku.

Jeśli tym Was nie namówiłem, to nie zrobi tego nawet świetna EPka Harmless Melodies z 2016 roku. A jeśli Wasze dni właśnie stały się żółte, to już wiecie gdzie znaleźć więcej dobra.