Słów kilka: Unsane to prawdziwi weterani noise rocka. Zespół został założony w 1988 roku, ale pierwszą płytę wydał dopiero 3 lata później. Z oryginalnego składu do dziś ostał się gitarzysta/wokalista Chris Spencer; Charlie Ondreas (perkusista) zmarł z powodu przedawkowania w 1992 roku, a Pete Shore (bas) odszedł z grupy dwa lata później. Na ich miejsca wskoczyli Vincent Signorelli (bębnił w Swans i Foetus) oraz Dave Curran. W sumie Unsane mają na koncie 8 studyjnych płyt i co najważniejsze – każda z nich trzyma poziom. Lubią ich także u nas, czego efektem jest wydany w zeszłym roku przez Antenę Krzyku trybut Shattered, Flattered & Covered – A Tribute To Unsane. I ja się temu nie dziwię, bo mało kto potrafi w taki sposób przelać wściekłość i frustrację w tak metaliczne i hałaśliwe dźwięki jak właśnie Unsane.

Czego przesłuchać przed: Ostatnia jak dotąd płyta Unsane, czyli Sterilize z 2017 roku, to kolejna dawka tego samego w wykonaniu zespołu. Tylko że to żaden zarzut. Przy tych dźwiękach flaki nadal wywracają się na drugą stronę, żołądek walczy o przetrwanie, a głowa próbuje przyswoić cały ten ciężar i nie zostać zgniecioną jego nadmiarem. Czy to jeszcze noise rock, czy już raczej metal? Bas to prawdziwy gruz, za perkusją siedzi szaleniec, wokalista wyrzyguje całe swoje niezadowolenie, a gitary tną lepiej niż najostrzejsze, wykonane ze stali noże. Wszystko opiera się na dość prostych i bezpośrednich patentach; główne riffy nie są zbyt wydumane, ale z drugiej strony gitara po szybkiej wymianie ciosów przechodzi do defensywy i zaczyna wydobywać z siebie przesterowane i niepokojące dźwięki. Całości blisko też do hardcore’u, co tylko wzmacnia intensywność całego materiału. Gdy już wejdziemy w rytm walcowatego basu i perkusji i otworzymy się na ten zmasowany atak, czujemy coś w rodzaju ulgi. „Sterilize” to świetny odstresowywacz; nie ma przy nim czasu ani możliwości do zbytniej analizy. Chcemy zatapiać się w tych dźwiękach i dostać czymś jeszcze cięższym przez potylicę. Życzyłbym tak dobrych, ósmych płyt innym weteranom gatunku.

Must listen: Unsane – Scrape 

Sam kawałek pochodzi z najbardziej znanej i docenianej płyty tria, czyli Scattered, Smothered & Covered z 1995 roku. Nie żyłem wtedy w USA, byłem małym dzieciakiem, ale jestem w stanie uwierzyć, że to był złoty czas takiego grania. Szybka i bezlitosna perkusja, wykrzyczany tekst i strasznie chwytliwe (dwa), gitarowe motywy. Idealny miks hardcore’u i noise’u z metalem. Cios, po którym padasz zadowolony na ziemię i wstajesz, by dostać w mordę ponownie.

Dla zaawansowanych: Wspomniany powyżej Scattered, Smothered & Covered to klasyk, którego głupio nie znać. Oprócz tego polecam debiut z 1991 zatytułowany po prostu Unsane. Produkcyjnie płyta już się trochę zestarzała, nie ma też może mocno wybijających się, pojedynczych kompozycji, ale to równy i ciekawy brzmieniowo, klasycznie noise rockowy materiał z interesującymi partiami perkusji. A dla tych, którzy wolą bardziej zmetalizowane brzmienie Unsane, idealne będzie przedostatnie wydawnictwo (2012 rok) tzn. Wreck. Bardzo bezpośrednia i prosta to płyta, z jednym tylko udziwnieniem w postaci Stuck, który pokazuje grupę w łagodniejszym, prawie rockowym obliczu.