Na zachodzie się zachwycają, a ja jak zawsze troszkę marudzę. Heaven to jednak dobra płyta, ale co poradzę, że wolę Dilly Dally w wersji z ich debiutanckiego albumu Sore. Taka to już moja natura!

Przede wszystkim Dilly Dally chce być mroczniejsze. To zasługa przytłaczających tekstów, ale minorowy klimat nie wygasa nawet na chwilę głównie za sprawą zmiany stylu. Wyraźna i ciężka sekcja rytmiczna oraz krzyki Monks w połączeniu z równie wrzaskliwymi gitarami wywołują ciarki na plecach.

Cała recenzja dostępna na Soundrive.pl