Trudno w to uwierzyć, ale Squid to zaledwie duet. Tworzą go mieszkający we Wrocławiu Jakub Łakomy i Tomasz Grządkowski. EPka „Waves” z tego roku to ich drugie wydawnictwo. Squid brzmi na nim dojrzale, podniośle, a sam krótkograj zawiera w sobie tyle dźwięków, że moje myśli od razu pobiegły w stronę rozbudowanego zespołu ze sporym instrumentarium. Myliłem się.

Muzykę wypełniającą Waves najłatwiej określić mi jako soundtrack do nieistniejącego filmu. Mamy tu 5 niezwykle nastrojowych kompozycji, które z powodzeniem sprawdziłyby się jako ścieżka dźwiękowa do jakiegoś podniosłego obrazu któregoś z bardziej znanych, hollywoodzkich reżyserów. Nie przesadzam. Czuję w tym inspiracje Zimmerem, Sigur Ros, ale jest też trochę psychodelii i brzmień progresywnych. To wszystko daje nową jakość, coś ciekawego, wyróżniającego się spośród nurtu grup instrumentalnych.

Brak słów nie stanowi dla Squid żadnego problemu, bo do przekazywania emocji wystarcza im sama muzyka. Rozmarzenie i melancholia we wzniosłym Suite in D minor; lekki niepokój i zaciekawienie w Stranger; wyluzowanie w tanecznym 33333; totalne bujanie w obłokach przy udziale egzotycznego Desert Sans oraz nostalgia i powrót wspomnień w tytułowym Waves. Nie jest to jednak nachalne granie na uczuciach odbiorcy, a subtelne budowanie odpowiedniego klimatu za pomocą odmiennych, muzycznych motywów.

Dla marzycieli i tych, którzy lubią pobyć sam na sam ze swoimi myślami, Waves sprawdzi się idealnie.

Są na Bandcampie.