Słów kilka: Trio z Asheville (Północna Karolina) w USA. Sami ochrzcili swoje dźwięki mianem „klimatycznej muzyki dla nihilistów”. Debiut zaliczyli właściwie już w 2013 roku płytką Billion Year Voyage (to God). Teraz to wydawnictwo traktowane jest raczej jako solowa płyta Jamiego Heplera. Hepler zaczął zresztą po tej płycie występować pod pseudonimem Harvey Leisure i w ten sposób, już z pomocą kolegów, w 2015 roku powstał właściwy debiut Nest Egg pt. Respectable. Tytuł ten przełożył się na autentyczny szacunek wśród poszukiwaczy brzmień heavy-psych doprawionych krautem. Grupa została zauważona przez Fuzz Club Records i to w tej wytwórni wydała swoją najnowszą, tegoroczną płytę Nothingness Is Not A Curse.

Czego przesłuchać przed: Gdyby tylko Nest Egg wydawali częściej, to śmiało mogliby stać się krautowym bratem bliźniakiem Thee Oh Sees. Nothingness Is Not A Curse to nic innego, jak garażowy heavy psych, który zamiast pędzić jak na złamanie karku, trzyma się w narzuconych na siebie samego ryzach, powtarzając poszczególne frazy, odmieniając przez wszystkie przypadki słowo „improwizacja” i stawiając na bardziej transowe aranżacje. Ilość delayu czy przesteru nałożona na poszczególne instrumenty jest tak duża, jak porcja obiadu u dawno nieodwiedzanej przez nas babci. Różnica jest taka, że efekt jest bardziej strawny, a i nikt nie każe nam tego próbować. Posłuchać jednak warto, bo Harvey wraz z kolegami wgryza się z dużym apetytem w poszczególne, muzyczne tematy, czym potrafi rozbudzić wyobraźnię odbiorcy Wychodzi przez to danie dość mroczne, ale melodyjne i naprawdę smaczne.

Must listen: Nest Egg – DMITV

Wolno rozkręcający się, pyszny heavy psych raz, poproszę!

Dla zaawansowanych: Billion Year Voyage (to God) to lo-fi drone/ambient, do którego zespół zdaje się już za bardzo nie przyznawać, więc niech tak będzie. Na Respectable mamy za to do czynienia z mniejszą ilością efektów i większą naturalnością, a całość pachnie kosmosem.