Pióra mew to album w piękny sposób niedzisiejszy, a jednocześnie bardzo aktualny. Zawiera materiał, który w niezwykły sposób łączy wszystkie najlepsze cechy takich gatunków jak coldwave, darkwave, gothic, industrial czy synthpop. To muzyka zimna, ale i uduchowiona. Przy tym bardzo smutna, ale też taneczna. Jej niedzisiejszość objawia się w powyższych inspiracjach. Zespół (a raczej Paweł Goździewicz, który jest twórcą całego materiału) dodaje do obranej stylistyki coś nowego; taneczny rytm właśnie, pewną transowość oraz eksperymenty w sferze elektroniki. Nie sili się jednak na przebojowość (choć utwory wpadające w ucho też są) i unika monotonności. Każdy z utworów jest inny, ale łączą je wspólne cechy. Wytworzony przez Dogs in Trees nastrój oraz emocje.

Industrialne, ale jednocześnie bardzo melodyjne (za sprawą pięknej partii gitary) Like+As+If, wcale nie gryzie się z mocno elektronicznym, syntezatorowym Seabed. Akustyczne Enough ze spokojną partią wokalną pięknie współgra z mrocznym, skupionym wokół mocniejszego beatu, zawierającym przetworzony wokal Unless. Rozbudowany, wielowątkowy i niosący za sobą (lirycznie i muzycznie) odrobinę otuchy USF idzie tu w jednym szeregu z króciutkim, dźwiękowym eksperymentem w postaci tytułowej kompozycji Pióra mew. Najbardziej przebojowy i zaśpiewany po polsku, mogący kojarzyć się z dokonaniami Sisters of Mercy Teraz i jutro to wręcz idealny wstęp do nie mniej zapamiętywalnego, głównie za sprawą świetnej gry sekcji rytmicznej, krytykującego wojnę i obnażającego jej bezsens Holes. A to wszystko klamrą spina przejmująco gorzki To Freeze.

Powyższa wyliczanka nie oddaje mojego pełnego zachwytu nad tą płytą. Album ten pełen jest nieoczywistych dźwięków, ciekawych rozwiązań i niesamowitej, przeszywającej wręcz melancholii. Dogs in Trees udała się na niej sztuka niełatwa. Do niemłodej już stylistyki dołożyli coś swojego. Coś wyjątkowego.