Historia alternatywna. Józef z Nazaretu, ten od Maryi, co to się Jezusem opiekował, zmienia zawód. Powodów nie znamy, ale prawdopodobnie obróbka drewna tak mu się opatrzyła, że nie ma już ochoty patrzeć na żaden z wytworów swoich rąk. Rzuca krzesłem i niszczy je na oczach dzieciątka i swojej oblubienicy. Jego myśli są już gdzie indziej. Patrzy w przyszłość. Chce zostać pierwszym, żydowskim raperem. I jak postanawia, tak czyni.

Ta historia wydarzyła się naprawdę i w ten oto sposób narodził się Raper Joozef. A miało to miejsce na jasełkach w sopockim SPATiFie.

Raper Joozef z miejsca stał się jednym z głównych graczy inicjatywy HH50+. Ten elitarny klub zrzesza, jak sama nazwa wskazuje, raperów po 50-tce. Jednak nie takich, co to całe życie rapowali, a tych, którzy grubą kreską oddzielili przeszłość i postanowili spróbować swoich sił w niełatwej sztuce rymowania.

I ja wiem, że to brzmi jak żart, ale Joozefowi wcale nie jest do śmiechu. Jego teksty dają do myślenia, są przy tym bardzo celne i przede wszystkim, w duchu gatunku, komentują rzeczywistość i stanowią osobisty manifest. Joozef prowokuje nas na każdym kroku. Twierdzi, że wszyscy jesteśmy Hitlerami i że dziewczyny zawsze są na tak. Od małego śnił o tym, by zostać nędzarzem (wielu się to przecież udaje), a kanapek dzieciom nie robi, bo porwało go tempo życia. Ma skłonności autodestrukcyjne, czemu daje wyraz  niszcząc (symbolicznie) stary dywan, a za najlepsze remedium na bezpłodność uważa gdański jesienny liść. Wystarczy go podnieść. Proste, prawda?

Dobra, ale ile rapu jest w rapie? Joozef najbardziej umiłował sobie technikę melorecytacji, ale ja największy potencjał widzę w momentach, gdy wskakuje na wyższy bieg i wychodzi z niego agresor. Oparta na metalowym podkładzie Nędza, taneczne Nie hebluj (strach nie wykonać polecenia), hymn reprezentacji na następne mistrzostwa Mundial (z tekstem wyczerpującym temat kultury kibicowskiej w Polsce), geneza całego tego szaleństwa, czyli Krzesło czy kulturystyczny erotyk oparty na ostrzejszej elektronice Hanka i Hantle (bonus na płycie). Za podkłady odpowiadają młodsi, trójmiejscy producenci, a wśród sampli odnaleźć można fragmenty utworów m.in. Jamesa Browna, Prince’a, The Jesus & Mary Chain, Benighted, Black Sabbath. Mieszanka naprawdę nietypowa, ale działa.

Raper Joozef jest głosem swojego pokolenia. Takiego, którego nikt nie chce słuchać i które nikogo nie obchodzi. I temu właśnie daje upust na swoim albumie. Jeśli to nie jest definicja hip hopu, to podajcie lepszą.

Całość dostępna na Bandcampie.