Holy Motors, tak jak Lynch w swoich filmach, potrafią poprzez dźwięki stworzyć coś ulotnego i wyjątkowego. Coś, co z braku innych alternatyw, nazywamy „nastrojem”. Ich kompozycje są klimatyczne, marzycielskie i oniryczne. Wokalistka Ellian Tulve swoim głębokim głosem potrafi wymalowywać intrygujące i wciągające obrazy. Wtóruje jej w tym oszczędna muzyka. Rytm jest tu niespieszny i mocno jazzowy (Angelo Badalamenti się kłania), brzmienie gitary nasuwa skojarzenia ze stylistyką spaghetti westernów (tutaj z kolei wita się z nami Ennio Morricone), a elektronika buduje swymi pomiętymi strukturami atmosferę niczym ze snu. Dodatkowo nad całością unosi się aura romantyzmu, tęsknoty i tajemnicy.

Powyższy fragment to część większej recenzji, która znajduje się tutaj.