Dreams & Vibrations to gatunkowiec. Dla takich niedzielnych dziadków rapu jak ja, którzy tęsknią przede wszystkim za jazzowymi podkładami w tym gatunku i z rozrzewnieniem wspominają kolektyw skupiony wokół Native Tongues (stawiałbym pomniki), ta płyta jest jak woda na pustyni dla zmęczonego wędrowca.

Damu The Fudgemunk to weteran sceny, który wydaje głównie albumy z instrumentalnymi podkładami, ale tym razem zdecydował się połączyć siły z utalentowaną świeżynką (choć nie tak młodą) w postaci człowieka o pseudonimie Flex Mathews. To połączenie działa znakomicie. Czuć chemię i czuć luz (panowie podobno znają się od dawna). Flow niesie się tu niezwykle lekko, a sama muzyka w pewnym momencie odlatuje w mocno psychodeliczno-jazzowe rejony. Przede wszystkim jednak słychać tu własny styl, który nie jest jedynie próbą skopiowania tego, co dla gatunku zrobili poprzednicy. Płyta rozkręca się, a kawałki trwają po 7, 10, a nawet 14 minut. Można się jednak nie zorientować, bo nic tu się nie dłuży, a z każdą minutą coraz bardziej wsiąkamy w świat Damu i Flexa.

Poproszę więcej jazz rapu, poproszę więcej takich kolaboracji.