Leave Me Baby to przebojowo zagrana, obsypana konfetti i mieniąca się wszystkimi kolorami laurka wystawiona latom 80-tym. Z wszystkimi, charakterystycznymi dla tej dekady cechami, atutami i elementami, za które tak bardzo ją lubimy (lub odwrotnie – nie cierpimy). Barwa głosu Freia budzi skojarzenia z Davidem Gahanem i to z tych najlepszych lat. Czasami operuje w nią sposób bardzo subtelny, innym razem przebojowy, a dzięki wysokiemu stężeniu emocjonalności, za każdym razem udaje mu się opowiedzieć nam jakąś historię. Weźcie tylko te lekko kiczowate, ale pełne romantyzmu zaśpiewy w Tell The Fire. Albo Sorrow, gdzie linia wokalna jest tak charakterystyczna, że trudno się od niej potem odpędzić. Głębia w głosie Alexandra potrafi zrobić wrażenie. I przede wszystkim dobrze współgra z muzyką. Niekiedy taneczną (FightersHours), innym razem nieznośnie słodką (Record Collection), czasami ironicznie poważną (Tell The Fire), ale zawsze taką, która stanowi definicję dobrej zabawy (Brotherlove). Cały czas utrzymaną w retro-syntezatorowej stylistyce, czerpiącej z najlepszych, synthpopowych wzorców. Najważniejsze jest jednak to, że przebojowość tego materiału nie schodzi poniżej poziomu „piątek wieczór”. Już po jednym przesłuchaniu Leave Me Baby zostaje nam parę motywów w głowie; po kilku jesteśmy już gotowi śpiewać unisono razem z Alexandrem. Jeśli lubicie neonowe światełka, dyskotekowe kule, a garnitury to Wasz naturalny strój do tanecznych podrygów, to przy tej płycie bawić będziecie się świetnie.

Powyższy tekst to fragment polecanki na tegoroczny Soundrive Festival, gdzie można było zobaczyć Crimera w akcji na żywo. Koncert przekroczył moje oczekiwania i był naprawdę świetny.