O swoich muzycznych, czasem bardzo odległych od siebie inspiracjach, pozostawaniu na uboczu polskiej sceny, początkach słuchania i tworzenia dźwięków, najlepszych koncertach oraz o wyższości melodii nad hałasami opowiada mi tym razem Michał Spryszak – wokalista grupy Ropień. Zespołu, który cały czas ewoluuje, wymyka się wszelkim klasyfikacjom i (pozytywnie) zaskakuje nieoczywistym podejściem do własnego brzmienia. Zapraszam.

P: Jaką rolę odgrywa w Twoim życiu muzyka? Jakie jest pierwsze związane z nią wspomnienie?

Dość dużą, skoro nadal sporą część wolnego czasu poświęcam na rzeczy z nią związane. Gram, słucham, czytam o muzyce i staram się jak najwięcej nauczyć i zrozumieć.  To najciekawszy język jakim możemy się posługiwać. Interesuje mnie to w jaki sposób dźwięki działają na ludzi, dlaczego dla kogoś jakaś piosenka może być na tyle ważna, że wpływa na jego życie albo bardzo mocno się z czymś kojarzy. Dlaczego słuchanie jakiegoś zestawu dźwięków jest przyjemne i tak dalej.

Pierwsze wspomnienia pochodzą oczywiście z dzieciństwa. Mama często słuchała muzyki, był gramofon, trochę płyt, było radio. Był Sting, Phil Collins, Leonard Cohen. Wtedy to nie była do końca moja muzyka, słuchałem jej trochę z konieczności. Nie przeszkadzała mi, była częścią znajomego otoczenia. Polubiłem ją dopiero później. Moje pierwsze świadome wybory to były rzeczy w stylu Modern Talking. Pamiętam jak chciałem, żeby mama kupiła mi kasetę Madonny. Powiedziała mi, że to kicz i że Madonna nie umie śpiewać. Nie bardzo to pomogło, bo ja ten kicz lubię do dzisiaj. Jak coś mi się podoba to mi się podoba i koniec.

P: Co było impulsem do tego, by ze słuchacza zamienić się w twórcę?

Ja zawsze byłem twórcą. Nie potrzebowałem żadnego impulsu. Od dziecka rysowałem, pisałem opowiadania. Jak tylko zainteresowałem się mocniej muzyką, zaczęło mnie ciągnąć do tego, żeby i na tym polu coś zrobić. W domu była gitara akustyczna, ale w wieku lat nastu nie byłem w stanie opanować nawet podstaw gry przy ognisku, więc pierwsze sensowniejsze rzeczy powstały dużo później, przy pomocy przesterowanego sygnału z radia i kaset. Z braku jakichkolwiek umiejętności moje pierwsze nagrania miały głównie formę muzyki eksperymentalnej, z akcentem na to drugie słowo. Z czasem udało mi się oswoić z gitarą na tyle, żeby być w stanie pisać coś na kształt piosenek. Kupiłem też perkusję i zacząłem się uczyć gry na niej, oczywiście robiąc wszystko nie tak jak powinienem. Ale bez tych wszystkich nieudanych prób i błędów nie byłbym tam, gdzie jestem dzisiaj. A jest mi bardzo dobrze tam gdzie jestem.

P: Czego aktualnie słuchasz? Czy ma to wpływ na komponowanie i jeśli nie, to co innego inspiruje Cię przy tworzeniu nowych dźwięków/tekstów?

W tej chwili słucham Rome, a poza tym ostatnio leci u mnie głównie Rita Ora, Candlemass i Akitsa. Mam dość szerokie zainteresowania. Wiele zależy od nastroju, a nawet od pory dnia. Z jednej strony wszystko czego słucham ma na mnie jakiś tam wpływ, z drugiej mam wrażenie, że Ropień jest w coraz mniejszym stopniu reakcją na bodźce zewnętrzne. Nowa muzyka Ropnia wynika z pewnego rodzaju ewolucji, może też trochę z potrzeby ciągłej zmiany, ale nie jest inspirowana tym, co się obecnie dzieje w muzyce na świecie. Jako twórca miewam zupełnie inne potrzeby niż jako słuchacz, to jest osobny temat. Co do tekstów, to one też podlegają pewnego rodzaju ewolucji i dziś już pewnie nie napisałbym takich rzeczy jak 3 czy 4 lata temu, ale póki co pewna ciągłość formy zostaje zachowana. Inspiracją jest sama muzyka, bo tekst pisany jest pod konkretny utwór, ale treść pochodzi z życia, z pewną domieszką fantazji.

P: Jaki koncert zrobił na Tobie w ostatnim czasie (lub w ogóle) największe wrażenie?

Ostatnio to Blindead w B90 w Gdańsku. Niesamowity koncert, na najwyższym światowym poziomie. Zawsze dawali radę na żywo, ale ten występ był super. A najlepszy w ogóle to chyba Coil (też w Gdańsku, w kościele Św. Jana w 2002 roku), bo zagrali wszystko to, co chciałem i klimat samego występu był niesamowity. Widziałem mnóstwo koncertów z bardzo różną muzyką, więc już od dłuższego czasu czuję przesyt, ale zdarza mi się jeszcze od czasu do czasu czymś podjadać.

P: Jeśli mógłbyś zmienić cokolwiek na obecnej,polskiej niezależnej scenie muzycznej, to co by to było?

Nic, bo nawet jeśli coś mi się nie podoba, to przecież nie muszę się tym zajmować. Jako zespół działamy trochę z boku tego wszystkiego i nie czujemy potrzeby, żeby się przejmować innymi. Z narzekania nic nie wynika, to tylko strata czasu. Jak będziemy chcieli coś zmienić to po prostu to zrobimy.

P: I pytanie kluczowe: hałasy czy melodie?

Melodie, zdecydowanie. Lubimy hałas, ale hałasować jest łatwo. Oczywiście dla większości ludzi nasza muzyka to właśnie hałas, ale wbrew pozorom zawsze szukamy w tym hałasie przede wszystkim melodii. Nie bez powodu mówię, że gramy muzykę pop z ciężkimi gitarami.

Zespół Ropień będziecie mogli usłyszeć na żywo już w najbliższą sobotę (23 marca) o godzinie 18.00 na antenie radia Toksyna.fm. Dołączajcie też do wydarzenia na Facebooku.

Polecam też abstrakcyjną recenzję płyty Początek końca świata mojego autorstwa, z którą zapoznać się możecie tutaj.