Znacie etykietkę „klimatyczna elektronika”? Z pewnością tak. Jeśli na dźwięk tego określenia wzdrygacie się, to już Was uspokajam. Z tej stylistyki nadal można wyciągnąć coś ciekawego.

„Tare” to debiutancki materiał kanadyjskiego Fried Dough. Zespół stworzył na nim bazę swojego brzmienia, którą w ich przypadku stanowi spokojna i melancholijna elektronika. Wokół tej nastrojowej podstawy da się łatwo i szybko zbudować kolejne muzyczne kondygnacje. W Neutral zespół daje upust swojej fascynacji Battles i dodaje trochę elementów math rocka. Summertime nie udaje, nie mąci i nie zwodzi – to faktycznie potencjalny, letni przebój z fajnymi chórkami w tle i lekką partią gitary. W Alan Watts do głosu dochodzi pianino, ale myli się ten, kto myśli, że będziemy mieć tu do czynienia ze zwykłym smutem, bo równie ważnym pierwiastkiem jest tu połamany rytm. Tunnel Winds pachnie z kolei trip-hopem, a zamykający EPkę utwór tytułowy to już prawdziwa space-opera theme mogąca kojarzyć się z dokonaniami Faunts.

Tare to różne oblicza Fried Dough. Żadnego z nich zespół nie zgłębia w pełni, ale jednocześnie w każdym ma do zaproponowania coś ciekawego. Które wybierze? Przekonamy się niedługo. Długograj już w tym roku.

Przy okazji polecam koncerty w Warszawie i Gdańsku.