Niespodziewany powrót po 6 latach. Bez wielkich zapowiedzi, 6 nowych kawałków. Warto było czekać tyle czasu, a sama płyta to naprawdę mocny argument w dyskusji na temat przewagi jakości nad ilością.

Tytułowy trzôsk oznacza po kaszubsku hałas. I ten hałas atakuje nas od pierwszej sekundy. Zespół gra mocno „do przodu”, tak jakby chciał nadrobić cały ten czas, gdy pozostawał w zawieszeniu. Nie traci żadnej sekundy, pędzi na złamanie karku i atakuje nas coraz to większym hałasem. Pomiędzy jednym a drugim zrywem staramy się szybko złapać powietrze, bo każda przerwa oznaczałaby pozostanie daleko w tyle.

Sekcja jest tu bardzo wyrazista, a do tego wszystkiego gitara atakuje nas przesterem niemal nieustannie. Czujemy się wręcz przytłoczeni całym tym ciężarem, ale nie do końca. Jest tu bowiem jakiś element świeżego powietrza. Takiego znad morza. Piję do tego, że tu po prostu słychać zespół z Trójmiasta. Duża w tym pewnie zasługa Michała Miegionia, który miksował ten materiał. To noise rock na smaganym wiatrem na molo, a nie w jakiejś brudnej i ciemnej piwniczce. Pamiętajcie tylko, że tu, na północy, słońca wbrew pozorom jest bardzo niewiele.

Bardzo dobrym ruchem było przejście na język polski w tekstach. Nie dość, że prezentują wysoki poziom, to jeszcze bardzo dobrze wpasowują się w brzmienie grupy. A te można przyrównać do najlepszych moim zdaniem noise rockowych składów ostatnich lat w Polsce: Szezlonga, Jesieni czy Artykułów Rolnych. Inspiracji jest tu zresztą pewnie więcej. Kraina radości zbliża się do Swans, Strach się bać całkiem zgrabnie nawiązuje do Kiev Office, okk to podróż w krainę psychodelii z ostatnich płyt So Slow, a otwierający album Trzôsk, wyłączając wokal, może skojarzyć się z szybkim strzałem w stylu Big Black.

Jeśli lubicie zabawę w numerologię albo po prostu zabrakło Wam czegoś we wstępniaku, to śmiało dodajcie trzecią 6 do dwóch poprzednich. Możecie potraktować ją jako ocenę tego materiału. Obowiązuje skala szkolna.

Na ten moment płytę możecie odsłuchać na Bandcampie.