Szkło kojarzy mi się z czymś ostrym i niebezpiecznym, a przy tym bardzo kruchym. Równie dwuznaczną nazwą jest „rozkład”. Może przecież dotyczyć kolei, autobusu, ale też ciała czy wartości. Tutaj przypadków nie ma, bo muzyka i teksty krakowskiego zespołu właśnie taka są: niejednoznaczne i otwarte w interpretacji.

Jakby tego było mało, to rozkład jest koncept-albumem, który został nagrany „na setkę”. Mało Wam przeciwieństw? Wystarczy włączyć play. Szorstka, buzująca emocjami muzyka jest podkładem dla (pozornie) beznamiętnego i obojętnego wokalu. Teksty, na pierwszy rzut oka, są niepowiązanym ze sobą zbiorem wersów. To impresje, ale logiczne i oddające stan emocjonalny wycofanego narratora. Tytuły utworów to autentyczne stacje kolejowe, ale łatwo odgadnąć, że wola, pokój, wrzeszcz czy gniew (nieczynny) oznaczają w tym przypadku coś więcej.

Muzycznie czuć, że nie jest to płyta doszlifowana, pięknie wyprodukowana i wypolerowana w studiu. I dobrze. Tym bardziej że nie czuć tu pośpiechu. Miało być organicznie i tak jest też efekt. Dominują wolniejsze tempa, a częstym zabiegiem są tu lekkie, gitarowe zrywy. Opakowany w noise rockowy hałas rozkład ma też w sobie sporo slowcore’owej wrażliwości i melodyjności. W drugiej części płyty zespół zdaje się też więcej kombinować. Moim ulubionym fragmentem jest falująca ponad resztą gitara w końcówce kończącego album brzeg.

Zapomniałem o jeszcze jednej właściwości szkła. To surowiec, który można wykorzystać ponownie. W przypadku tej płyty do powrotu do niej nie trzeba będzie mnie specjalnie namawiać. Kiczowaty, wszechobecny plastik chętnie zastąpię tym, zdecydowanie lepszym, materiałem.

Słuchajcie i kupujcie na Bandcampie.