Myśleliście, że to wszystko? 15 artystów to mało, więc wzorem zeszłego roku i w tym pojawia się dodatek w postaci krótkich zapowiedzi dodatkowych wykonawców. A i ten tekst nie wyczerpuje wszystkiego. Pamiętajcie też, że polecam tylko to, na co sam się wybiorę (lub wybrałbym, gdyby nie to, że jeszcze nie potrafię się rozdwoić). I najważniejsze – jeśli nie jedziecie na OFFa, to i tak warto zapoznać się z poniższymi nazwami.

Kolejność alfabetyczna.

Ammar 808 – połączenie tradycyjnej muzyki Shaʻabi z nowoczesną elektroniką gwarantuje syndrom tańczących nóżek.

Bamba Pana & Makaveli – przedstawiciele Singeli, gatunku powstałego w pierwszej dekadzie XXI wieku w Tanzanii. Co to jest, zapytacie. Opiszę to tak: wyobraźcie sobie etniczne rytmy zmieszane z elektroniką z beatami w tempie 180-300BPM i dorzućcie do tego dźwięki zawieszającego się systemu operacyjnego oraz wielokrotnych kliknięć myszy. Tak to czują moje uszy. Szalenie oryginalne i warte zobaczenia na żywo.

The Body – ciężar, szarówa i potężna dawka emocji. The Body nie dają się sklasyfikować. Metalowi romantycy? Walczący o skrawek nadziei siewcy depresji? Coś pomiędzy i ponadto.

Boogarins – powiedzieć, że Boogarins są brazylijskim Tame Impala to straszne uproszczenie, ale coś w tym jest. Muzyka Brazylijczyków jest jednak bardziej eksperymentalna, nieco egzotyczna, choć nadal przepełniona (zachodzącym) słońcem.

Dezerter gra Underground out of Poland – stare dzieje, tylko że niestety nadal aktualne. Nie lubię określenia „legenda”, ale jeśli chcielibyście zobaczyć, jak brzmi klasyczny punk rock/hardcore punk w 2019 roku, to polecam. I pamiętajcie, że teksty wesołe nie są; za to do bólu prawdziwe jak najbardziej.

Dynasonic – muzycy znani m.in. z Kristen w projekcie, który przemierza mroczniejsze rejony dubu, elektroniki i noise’u. Trans na żywo gwarantowany.

Entropia – kolejny przykład tego, jak bawić się w transie. Tym razem jednak na warsztacie post black metal i psychodela, a do tego klimat świata, który zaraz się skończy. Nie przegapcie tej monumentalnej, dźwiękowej apokalipsy.

Hania Rani – autorka wyciszających, zagranych z lekkością i miłością do instrumentu kompozycji na samo pianino. Wraca wiara w to, że świat może być piękny.

Neneh Cherry – początki w post-punkowych i nowofalowych składach (chórki w The Slits, śpiew w Rip Rig + Panic), a do tego specjalistka od gościnnego wokalu w wielu projektach (hit „7 seconds“ zna każdy, sprawdźcie). Cherry może pochwalić się jednym z ciekawych życiorysów, ale nawet jeśli nie interesuje Was jej biografia, to dodam, że dyskografię ma równie ciekawą. Sprawdźcie.

Niemoc – melodie, syntezatory, słoneczko i spotkania ze znajomymi na zielonej trawce. Wypróbujcie na OFFie. Nawet jak będzie padać, to rozświetlą Wam dzień.

OM – psychodeliczny stoner/doom sprzyjający medytacji. Jeśli nie boicie się wejrzeć w głąb siebie, to jest to zespół dla Was. Dla wszystkich innych mam jeszcze jedną informację: to absolutni klasycy takiego grania. Niepowtarzalni.

Pablopavo i Ludziki – jeden z ciekawszych tekściarzy swojego pokolenia, który na swojej ostatniej płycie z Ludzikami (Marginal) prowadzi bardzo ciekawy dialog z polską, nową falą. Mądrego to warto posłuchać.

Soccer Mommy – koleżanka z tzw. sąsiedztwa, która była Waszą najlepszą ziomalką w szkole, sięgnęła w końcu po gitarkę i nagrała bez zbędnych ceregieli kilka fajnych albumów na styku folku i jangle popu, a potem pojechała w trasę. Tak właśnie widzę Soccer Mommy i mam wrażenie, że dużo się nie pomyliłem. Przynajmniej w kwestii tego, jak sama zainteresowana chce, by interpretować jej twórczość.

Trupa Trupa – robią swoje, robią to dobrze i to już od pierwszej płyty. Bardzo jestem ciekaw kolejnej, więc chętnie wybiorę się na nich po raz kolejny (będzie to prawdopodobnie już po raz piąty). Wam też polecam, bo nie ma dwóch takich samych koncertów Trupy Trupa.