Eksperymentalnie, eklektycznie. Elitarnie?
W gdyńskiej Desdemonie trzy bardzo odmienne od siebie koncerty. Wspólna trasa składów An Eagle in your Mind, Otay:Onii oraz Hypnodrone Ensemble mogła budzić zdziwienie. Totalnie różne stylistycznie grupy zapowiadały dużą różnorodność. I tak w istocie było, ale był pewien punkt styczny. Tym były poszukiwania czegoś nowego w ramach stylistyk, które już dobrze znamy.
An Eagle In Your Mind to duet grający coś w rodzaju dark folku. Mrok w ich wykonaniu jest jednak tylko punktem wyjścia. Nie przypomina desperacji, nie ma odcienia depresji. To raczej folkowe granie z elementami… popu. Pełne melodii, nowoczesnych partii wokalnych i wysublimowanych dźwięków, które bazują na elektronice, gitarze akustycznej i instrumencie podobnym do akordeonu, ale takim w wydaniu bliskowschodnim. Prym wiodła wokalistka: jej głos nosił poszczególne utwory i zawierał w sobie sporo emocji. Interesujący występ.

Prawdziwą gwiazdą wieczoru była jednak Otay:Onii. Pochodząca z Chin Lane Shi to prawdziwa performerka. Nie da się oddać w tekście tego, jak wyglądał jej koncert. Maska przypominająca twarz Aliena, tarzanie się po ziemi, do tego brzmiący jak apokalipsa keytar. Brzmi śmiesznie, a było strasznie. Wyglądało to trochę tak, jakby Bjork porzuciła wygodne siedzisko i weszła do podziemi. Podstawę stanowił mocno przetworzony i potraktowany jak instrument największy atut artystki — jej głos. Był więc krzyk, były szepty i bliżej niezidentyfikowane, generowane ustnie, ale poddane komputerowej obróbce dźwięki. W miejscu takim jak Desdemona, gdzie przyzwyczaiłem się do oglądania i niewygodnych dla słuchacza, eksperymentalnych projektów, był to fenomen. Rzecz, która zapamiętam na zawsze. Wierzcie mi, że to naprawdę dużo.

Na tle poprzedników krautowy, psychodeliczny Hypnodrone Ensemble zabrzmiał nieco wtórnie. Nadal było to świetne, zahaczające o space rocka granie, ale znajdujemy się w Trójmieście — kolebce takich dźwięków. Widziałem i słyszałem to już wiele razy. Podobało mi się i teraz (skład na 3 perkusje robił wrażenie), ale nie odkryłem w tym niczego, czego nie znalazłbym wcześniej. Choć ściana dźwięku i repetytywne, transowe granie, mogło i robiło miejscami spore wrażenie.

Szkoda tylko, że trójmiejska publika tego dnia wybrała siedzenie w domu. Tak, to nie był event dla każdego, ale trudno mi uwierzyć, że w tej metropolii nie ma ludzi, którzy chcieliby posłuchać czegoś nowego, wyjątkowego. Ich strata. Dla organizatorów i miejsca tym bardziej ogromny szacunek.

