EABS – Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda) (maj 2017)

Teksty o takich płytach, jak Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda) wrocławskiego składu EABS, aż proszą się o to, by pisać je w oparciu o pewien kontekst. Tutaj, co oczywiste, kontekstem tym powinna być twórczość Krzysztofa Komedy. Najlepiej, jeśli w takiej recenzji pojawiłyby się jeszcze liczne odniesienie zarówno do starszych, jak i tych nowszych wydawnictw z kręgu sceny jazzowej; ocena konserwatywnego i nowoczesnego podejścia do tego gatunku, a także umiejscowienie grupy na tle innych zespołów grających w podobnym stylu. Jednak co, jeśli autor o Komedzie ma bardzo znikome pojęcie (coś niby słyszałem, jak każdy, ale nigdy się w to nie wgłębiałem), z jazzem na co dzień nie obcuje (znajomość pojedynczych płyt takich klasyków jak Davies, Coltrane czy grup z nurtu yassowego to przecież wierzchołek góry lodowej), nie czuje się na siłach, by wgłębiać się w (jego zdaniem) skomplikowane struktury takiego gatunku, jakim jest jazz, a sama płyta bardzo mu się podoba? Można przyznać się do niewiedzy i przejść do samej zawartości. I co najważniejsze, cały ten kontekst okazuje się być wcale niepotrzebny przy tym, by stwierdzić, jak dobra jest to płyta.

Pierwsze zaskoczenie dla mnie przyszło już za sprawą otwierającego całość „Knowledge (Introdukcja do Etiudy Baletowej)”. Co jak co, ale balet raczej z hip-hopem się nie kojarzy, a tutaj po krótkiej introdukcji mamy partie rapowaną i coś w rodzaju beatu zagranego na perkusji. Niespodzianka to zresztą bardzo przyjemna, a w dodatku już drugi z utworów, „Perły i dukaty XIV / Repetition”, jeszcze bardziej rozwija ten pomysł. Tutaj co prawda partie rapowane są już tylko dodatkiem, ale cała kompozycja jest dla mnie jednym wielkim podkładem do tego, by się pobujać. Formą i podstawą pozostaje oczywiście jazz i zespół sprytnie przechodzi od tych bardziej nowoczesnych, hip-hopowych sekwencji do bardziej zwartych, ale nie mniej porywających partii instrumentalnych. Pojawiają się też wstawki z filmów w postaci zgrabnie wplecionych w muzykę dialogów. Nie są to jednak hermetyczne dodatki. Razem z oszczędnymi, elektronicznymi dźwiękami tworzą klimatyczne uzupełnienie dla budowanego poprzez muzykę nastroju w poszczególnych kompozycjach. A ten też jest dość zróżnicowany. W „Private Conversation VIII” mamy powolne rozkręcanie się i finał w postaci rozimprowizowanego, jazzowego odjazdu; „God is Love (Bariera XIII)” przynosi spokój, śpiewane partie wokalne i aurę zadymionego klubu, znajdującego się gdzieś poza czasem i miejscem; „Free Witch and No Bra Queen / Sult” skręca w stronę funku, a ostatni z utworów, „Waltzing Beyond (The Song on the Day the World Ends)”, wieńczy tę płytę przepięknie brzmiącą partią trąbki, która pozostawia lekki niedosyt, bo mamy ochotę na więcej.

Nie wiem, jak tę płytę odczytują zagorzali fani jazzu, nie wiem też, jak ma się ona do samej twórczości Krzysztofa Komedy. Wiem jednak, że dawno nie słyszałem tak dobrego wydawnictwa, które jednocześnie trudno jest mi rozbić na części pierwsze, zanalizować poszczególne składowe i odnieść je do innych pozycji. Najważniejsze jednak, że takiej potrzeby wcale nie odczuwam i że wystarcza mi sama muzyka. Jak widać, kontekst bywa czasami zbędny.