Słów kilka: Lonker See tworzą Bartosz „Boro” Borowski, Joanna Kucharska, Tomasz Gadecki oraz Michał Gos. Jeśli kojarzycie mniej więcej to, co dzieje się na trójmiejskiej scenie muzycznej, to na pewno nie mogły Was ominąć te nazwiska. Borowski tworzył m.in. w takich składach jak 1926, Black Mynah, Borowski / Miegoń. Kucharską możecie kojarzyć z Kiev Office czy Marli Cinger. Ta dwójka stoi też za wytwórnią Music Is The Weapon. Gadecki grał we free jazzowych składach, takich jak Olbrzym i Kurdupel oraz współtworzy wraz z Gosem projekt Band_A. Z kolei lista muzyków, z którymi współpracował ten ostatni, jest naprawdę długa. W tym składzie (wcześniej była jeszcze nagrana w dwie osoby EPka Solaris pt​.​1 & 2) zadebiutowali w 2016 roku płytą Split Image. Choć wydaje się, to dopiero początek, bo z każdym albumem są coraz lepsi.

Czego przesłuchać przed: Czuję, że się powtarzam, bo gdzieś już o tym pisałem, ale… ja One Eye Sees Red po raz pierwszy usłyszałem na żywo. Jeszcze przed premierą i to nawet nie tuż, tuż, a jeszcze wcześniej i to tak znienacka. Kojarzycie może inicjatywę kina niemego z muzyką wykonywaną na żywo? Ja, gdy tylko mam okazję, to staram się bywać. I na jednym z takich pokazów grało właśnie Lonker See. Do szwedzkiego, niepokojącego i diabolicznego quasi-dokumentu z 1922 o tytule Häxan. I te obrazy, wraz z towarzyszącą im muzyką, wryły mi się w głowę tak mocno, że to właśnie z nimi kojarzy mi się teraz One Eye Sees Red. A o czym był ten film? O źle, o tradycji, o strachu i związanej z nim przemocy wobec nieznanego. O czarach, wiedźmach, nadgorliwych i pozbawionych racjonalnego myślenia ludziach, którzy niszczą to, czego nie potrafią ogarnąć ich umysły. O przepięknych, aczkolwiek niepokojących tradycjach i magicznych, pochodzących nie z tego świata obrzędach. Takich, które są ulotne i wyjątkowe zarazem; niezrozumiałe dla nas, ale jednocześnie tak bardzo znane dla tych, którzy przekazują je sobie z pokolenia na pokolenie. I w to wszystko została wpleciona muzyka Lonker See. Tak samo magiczna, tak samo z pozoru niedostępna i odległa. Taka, dzięki której łatwo zatracić poczucie czasu i cel podróży. I nawet, jeśli tej mety nigdy tak naprawdę nie było, to otoczona tak pięknymi dźwiękami saksofonu, transowych partii gitary oraz subtelnej, a w odpowiednich momentach, potężnej gry sekcji rytmicznej wyprawa, jest nagrodą samą w sobie. To wędrówka wewnątrz siebie i we własne emocje, które to przygasają, to rozkwitają, by w końcu wybuchnąć niczym nieznane nam do dziś prawa bezlitosnej natury. I tę siłę uosabia właśnie One Eye Sees Red. Niby trochę znaną, niby okiełznaną, a tak naprawdę odległa i nieodgadniętą, pozostającą poza naszym zasięgiem.

Must listen: Lonker See – One Eye Sees Red

Jeśli naprawdę musicie, to wypróbujcie najkrótszy spośród utworów z ostatniej płyty Lonker See. Miejcie jednak na uwadze, że to tak naprawdę tylko wersja demo tego, co trójmiejski skład wyczarował na tym albumie. Trochę jak demka gier z lat 90-tych: można było ogrywać je do znudzenia i stanowiły pewną zamkniętą całość, ale jednocześnie zapowiadały jeszcze lepszą, pełną wersję. W tym przypadku albumu One Eye Sees Red.

Dla zaawansowanych: Bardzo ciekawym wydawnictwem, pokazującym Lonker See też od tej koncertowej strony, jest Lonker Seessions / Live at Pijana Czapla. To zbiór utworów studyjnych oraz pełny zapis koncertu grupy z Olsztyna. Oprócz tego warto sięgnąć po split z ARRM – przy okazji poznacie inny, również ciekawy skład grający muzykę „poszukującą” z Trójmiasta, który także wystąpi na OFFie. Obie płyty dostępne na Bandcampie.

PS: Widziałem ich jeszcze potem w Klubie Żak w Gdańsku i nawet napisałem o tym kilka słów.