(..) muzyka Lonker See. Tak samo magiczna, tak samo z pozoru niedostępna i odległa. Taka, dzięki której łatwo zatracić poczucie czasu i cel podróży. I nawet, jeśli tej mety nigdy tak naprawdę nie było, to otoczona tak pięknymi dźwiękami saksofonu, transowych partii gitary oraz subtelnej, a w odpowiednich momentach, potężnej gry sekcji rytmicznej wyprawa, jest nagrodą samą w sobie. To wędrówka wewnątrz siebie i we własne emocje, które to przygasają, to rozkwitają, by w końcu wybuchnąć niczym nieznane nam do dziś prawa bezlitosnej natury. I tę siłę uosabia właśnie One Eye Sees Red. Niby trochę znaną, niby okiełznaną, a tak naprawdę odległą i nieodgadniętą, pozostającą poza naszym zasięgiem.

Recenzja w całości pojawiła się wcześniej w trakcie zapowiedzi na zeszłoroczną edycję OFF Festivalu. O, tutaj.