Słucham więcej, niż piszę, więc najwyższy czas na nadrabianki. Tym razem aż 10 płyt od 10 wykonawców. Wszystkie wydawnictwa pochodzą z tego roku. Wśród zespołów o których piszę: Deafkids, Foie Gras, Sly & The Family Drone, Witching Waves, Prins Thomas, MADMADMAD, FET.NAT, Sef Lemelin, Westkust, Uranium Club.

Deafkids – Metaprogramação (2019) [experimental industrial noise drone punk]

Deafkids ma dużo wspólnego z Raktą. Obie grupy pochodzą z brazylijskiego São Paulo i próbują (z sukcesami) wnieść świeże powietrze do zatęchłych, noise rockowych piwnic. Wreszcie, w muzyce obu zespołów jest coś magicznego, pierwotnego i przerażającego zarazem. Różnica między nimi taka, że tam, gdzie Rakta swoim brzmieniem wskrzesza demony natury i odprawia sabat czarownic, Deafkids stara się przetworzyć duchy przodków na język współczesny przy pomocy skorodowanego metalu i zapachu dymów z okolicznych fabryk. Rakta i Deafkids to dwie strony tej samej monety, którą wszyscy będziemy musieli kiedyś zapłacić, by móc bezpiecznie przepłynąć przez Styks.

Foie Gras – Holy Hell EP (2019) [minimal synth drone]

Nowa EPka Foie Gras to mieszanka różnych muzycznych stylistyk, skupionych jednak wokół wspólnego mianownika. Tym mianownikiem jest syntezatorowa magma, która wylewa się z głośników. Ci, którzy znają artystkę z bardziej drone’owego podejścia do tworzenia muzyki, mogą być zaskoczeni. Mamy tu bowiem niemal popowe utwory (minimal synthowy Psychic Sobriety) i rzeczy cięższe, choć nadal bardzo melodyjne, oparte za to na brzmieniu gitary (Sisyphus), a także pokłosie tego, do czego artystka zdążyła nas przyzwyczaić wcześniej (ambientowo-drone’owy, bazujący na brzmieniu bębnów Red Moon). Cieszy to, że w każdym z tych wcieleń Foie Gras wypada przekonująco i nie obrażę się, jeśli na następnej płycie podąży w którymś z zaprezentowanych na Holy Hell kierunków.

Sly & The Family Drone – Gentle Persuaders (2019) [free jazz & noise improvisation]

Ostatnim określeniem, jakie pasuje do najnowszej płyty Sly & The Family Drone jest to, że zawiera muzykę „delikatną”. To jedna, wielka improwizacja: zanurzona w hałasie, na który składają się dźwięki syntezatora, perkusji i saksofonu. Zespół znany jest z bardzo nietypowych i energicznych koncertów, podczas których zdarza mu się rozdawać instrumenty publice i w ten oto sposób docierać do sedna swojego brzmienia. A brzmienie to może przy pierwszym odsłuchu odrzucić, ponieważ brak tu jakichkolwiek ram kompozycyjnych i rytmicznych; nie znajdziemy tu też żadnych melodii. Sly & The Family Drone zdaje się ich jednak nie potrzebować, bo dróg do przekazania emocji jest wiele, a ich własna, choć do łatwych nie należy, to ma w sobie coś, co każe do niej wracać.

Witching Waves – Persistence (2019) [indie rock, post-punk]

Londyńskie trio Witching Waves znalazło czas na spontaniczne nagranie swojego trzeciego albumu pomiędzy jedną a drugą trasą koncertową. Słychać tu oszczędność produkcyjną, ale wydaje się, że to środowisko naturalne dla takiego zespołu jak ten. Na płycie nie ma żadnych zbędnych utworów, pędzimy od początku do końca, a główna w tym zasługa świetnego dialogu pomiędzy rozszalałą perkusją, a nie mniej narwaną gitarą. Do tego ciekawie wypada uzupełnianie się wokali pomiędzy Emmą Wigham (która gra także na perkusji) a Markiem Jasperem (nominalnie gitarzysta grupy). Witching Waves mogą być z Londynu, ale brzmią jak rasowy, indie rockowy zespół z przełomu lat 80-tych i 90-tych ubiegłego wieku, który, kto wie, może mógłby w tamtym czasie grać u boku Pixies, The Breeders czy Pavement.

Prins Thomas – Ambitions (2019) [space ambient disco]

Prins Thomas jest najbardziej znany ze swojej współpracy z Lindstrømem. Ponadto na koncie (w różnych konfiguracjach) ma już kilkanaście płyt i może uchodzić za ojca współczesnego space disco. Ja poznałem go dopiero teraz, przy okazji Ambitions, na której jest sporo przestrzeni i to nie tylko w kontekście wolnego parkietu. Kompozycje rozwijają się powoli, mają w sobie niebiański posmak (duża w tym zasługa delikatnych, kobiecych wokali), ale i równolegle rozwijany w tle, wyraźny beat. Najciekawiej artysta wypada w najdłuższych kompozycjach: tytułowej oraz Fra Miami til Chicago, gdzie bawi się balearycznym brzmieniem, ubierając go w długie, niemal krautowe struktury, dzięki którym wznosi słuchacza w wyższy stan odprężenia.

MADMADMAD – Proper Music (2019) [mutant punkfunk experimental electronic postpunk dance]

Proper Music (lub po prostu MADMADMAD) to debiutancki album francusko-brytyjskiej grupy totalnych outsiderów, którzy zdecydowali się nagrać to, co im w duszy gra we własnym, skleconym naprędce studiu w Tottenhamie. Sami twierdzą, że ich płyta mogłaby być zaginioną perełką któregoś z zespołów działających w Nowym Jorku pod koniec lat 70-tych. I faktycznie, każda z kompozycji na tym wydawnictwie śmiało pasuje na którąś z edycji kompilacji Mutant Disco. Funkowe, basowe podbicie, a przy tym sporo eksperymentów z syntezatorami daje efekt kwaśnej imprezy, na której na pewno nie spotkacie wujka, a prędzej taneczne spełnienie i muzyczne uzależnienie.

FET.NAT – Le Mal (2019) [experimental jazz / post-punk]

Dziwny rytm, nietypowe dźwięki i swobodna forma. To wszystko określa Le Mal, czyli trzecią płytę kanadyjskiego FET.NAT, ale nie jest to opis wystarczający. FET.NAT czerpie zarówno z no wave, jak i z free jazzu, dorzucając do tego wszystkiego nieco funku i sporo psychodelii. Ich twór mógłbym przyrównać do prototypu robota, który porusza się niezgrabnie, brak mu naturalnych odruchów i czuje się trochę zagubiony, ale jednocześnie wzbudza w nas podziw, stanowiąc kolejne ogniwo na ścieżce ewolucji. Czy przyjmiemy ten eksperyment z otwartymi ramiona, czy też odrzucimy, to już zależy od nas samych.

Sef Lemelin – Deconstruction (2019) [instrumental industrial post-rock]

Lemelin to gitarzysta post-rockowego, progresywnego Your Favorite Enemies, a Deconstruction to jego pierwsza, solowa płyta. Wśród swoich inspiracji wymienia Nine Inch Nails, Atticusa Rossa, ale i Mogwai oraz Briana Eno. I to czuć. Deconstruction to pełne przestrzeni, oparte na gitarze i ambientowym tle kompozycje, które w kilku miejscach przekształcają się w rasowy industrial (Ellipse, Cardinal, Transit). Te dwie natury, łagodna i spokojna oraz agresywna i brudna, walczą o dominację i choć trudno orzec, która wygrywa to starcie, to remis też jest satysfakcjonującym dla słuchacza wynikiem.

Westkust – Westkust (2019) [noise pop, shoegaze]

Pierwszy rzut oka na okładkę i już wiemy, z czym to się je. Trudno napisać więcej o zespole, który w sumie nie wyróżnia się niczym szczególnym. Westkust nagrywa po prostu dobre, melodyjne noise popowe piosenki. Takie, których kruchość przebija się przez shoegaze’ową produkcję, w których nie brak chórków, fuzzów, nostalgicznych tekstów i atmosfery zachodzącego, letniego słońca. Nie u każdego poszukuję jakichś cech charakterystycznych, a czasami do dobrej zabawy wystarczą po prostu dobre piosenki, a tych na opisywanym albumie jest naprawdę sporo i fani gatunku, do których zresztą się zaliczam, na pewno będą z Westkust zadowoleni.

Uranium Club – The Cosmo Cleaners (2019) [art garage post-punk]

Szalenie pokręcona to płyta. Mocno czerpiąca z estetyki bliskiej Parquet Courts, ale przy tym idąca własną drogą. A ścieżka ta na pierwszy rzut oka wydaje się być lekko wyboista, ale w sumie prosta do przejścia. Arcydzieło jej konstruktora ma źródło w samiutkich szczegółach, bo to, co wydawało nam się być łatwe i przejrzyste (indie rockowa przebojowość), jest tak naprawdę złudzeniem, fatamorganą. Z każdym odsłuchem trafiamy na dodatkowe dźwięki, nietypowe rytmiczne przejścia, konstrukcyjne zabawy i aranżacyjne perełki, a zespół z pozornie prostej kapeli urasta do rangi nieznanych (jeszcze) szerzej innowatorów gatunku.