Przepraszam za te spożywcze rozkminy, ale masło masłu nierówne. Zawartość tłuszczu to podstawa, ale co ma zrobić biedny konsument, gdy na półce widzi takie dziwy jak masło śmietankowe, ekstra, delikatesowe, wyborowe, stołowe, klarowane i osełkę?! O cenie nawet nie wspomnę, uczuleniu na laktozę też nie (to prawdziwy problem, proszę nie śmieszkować), a krytyków tego produktu bardzo proszę, by przestali zarzucać biednemu masłu jego rzekomy, zgubny wpływ na naszą pamięć. I po co o tym wszystkim piszę? Bo Masło na Maśle też bywa bardzo zróżnicowane, a skutków jego oddziaływania na psychikę słuchacza jeszcze się naukowcom zbadać nie udało.

Odchodząc od zakupowych porównań, Masło serwuje na swoim debiucie nieskrępowaną zabawę. Tylko tyle? Moim zdaniem aż tyle. Zabawa ta wywodzi się z psychodelicznego rocka, funku i alternatywy. Miesza ze sobą muzyczną śmietanę w postaci wyraźnej, bujającej sekcji, przesterowanej gitary, syntezatorowych plam i dodających nadprogramowego podbicia bębnów. Gdy dodamy do tego mocno odjechane teksty oraz dęciaki, to dostaniemy obraz całości. Zespół serwuje poziom abstrakcji na poziomie Spaceboya, wczesnych Łąki Łan, ostatniej płyty Vysoke Celo, a w kilku miejscach słychać nieśmiałe inspiracje Beefhartem i zespołami skupionymi wokół George’a Clintona i stylistyki p-funk. Masło ma na to jednak własny pomysł. Serwuje swoją psychodelę w mniejszych, bardziej przyswajalnych, piosenkowych dawkach, choć jej zawartość i tak przekracza dozwolone normy.

Ten zakwaszony klimat to duża zasługa kosmicznego brzmienia syntezatorów (instrumentalna podróż w Strzałce; połączenie funku z elektronicznym spacerem w nieznane w Kropkach) oraz bardzo częstych zmian rytmu (rockowe interwały przerywane totalnym relaksem w Kolorowe drodze donikąd; urocza, taneczna tęcza dźwięków w Tak Tak Nie Nie). Wokal, pomimo abstrakcyjnych tekstów, też stanowi raczej dodatek, instrument, który wzmaga odrealnienie całości i ułatwia przejście w stan tanecznej euforii. Do każdego z utworów można, a nawet wypadałoby pląsać. Nawet przytulańce wchodzą w grę (klawiszowa mruczanka Kryształowy Mak).

Masło na debiucie to zespół, który po prostu dobrze się bawi. Ich materiał jest bardzo optymistyczny, pełen słońca, ciepłych dźwięków, prostych nut, świetnego wyczucia rytmu i psychodelicznej perspektywy. Miło jest czasem poczęstować się czymś, co wywołuje uśmiech na twarzy, nie płacąc za to dużej ceny. Choć poczekajmy jeszcze, co nam o nich powiedzą amerykańscy naukowcy…