Ostatnimi czasy tak nam obrodziło w zespoły, których brzmienie zostało żywcem przeniesione z lat 90-tych, że czuję, iż zaczynam się powtarzać. Albo że nastąpi to zaraz, konkretnie to teraz. O ile na co dzień zdarza mi się nader często wałkować te same anegdoty, zawsze oczekując euforycznych reakcji (co zresztą pewnie potwierdziliby znajomi), to Vermona Kids nagrała zbyt dobrą płytę, żebym po raz kolejny pisał to samo i jeszcze się łudził, że czytacie to z zainteresowaniem.

Zacznę od składu, bo dzięki temu zgrabnie ominę wymienianie inspiracji. Oprócz tych osobistych oczywiście, które wypływają z tego, co członkowie grupy grali wcześniej. Tak więc zespół tworzą Bartek Tajak (Fueling the Fire), Krystian Pilarczyk (Blue Raincoat, Kill Your Television, Let The Boy Decide, Lutownica), Marcin Lokś (Turnip Farm, Blue Raincoat, Stephans) oraz Monika Bronowicka. Jak widać – ekipa doświadczona. To słychać zresztą od razu, bo Very Sorry to żaden debiut, a niejako wypadkowa tego, co i jak członkowie Vermona Kids grali w swoich poprzednich składach. Tylko że wzbogacona o jeden element, którego czasami bywało mniej, a którego tutaj jest za to pod dostatkiem. Element ten zwą melodyjnością.

Brzmienie to jedno, stylizacja to drugie, ale jak ja to zawsze powtarzam (bardzo mi przykro, jednak tego nie unikniemy, ale próbowałem) – liczy się piosenka. Tutaj mamy ich osiem, plus wstęp w postaci intro. Każda z nich to taka mała, dopracowana perełka pełna melodii i przemyślanych aranżacji. Na pierwszej z nich pędzą na złamanie karku wprost na soundtrack jakiegoś amerykańskiego filmu o studentach, ale są na tyle mili i przede wszystkim utalentowani, że zatrzymują się w pół drogi, skręcają w inną stronę i dodają do tego pozwalającą zaciągnąć się przesterem gitarową wstawkę ([A Famous College Movie Quote], podobnie działa też późniejszy Troublemaker). Sprawiają wrażenie wkurzonych, ale zaraz odsłaniają przed nami swoją czulszą i bardziej melancholijną stronę za pomocą bardziej stonowanych dźwięków i emocjonalnego wokalu (North). Serwują oparte na sekcji, porywające niemal do tańca energetyczne piguły (The Cheap-Piped-Music Kind Of Empty, A Drifting Heart), machają nieznoszoną jeszcze i interesującą flanelą z pierwszego okresu produkcji tego materiału (Deranged), przywołują riffami wspomnienia minionego lata („Deranged”), hałasują i krzyczą (In Different Rooms & In Bloom), ale potrafią być też przyjemni, mili i łagodni (Small & Humanlike).

Na Very Sorry dzieje się dużo, bardzo dużo, a kreatywność dzieciaków Vermony w kontekście pomysłów na aranżacje zdecydowanie przekracza moją w pisaniu. Przy okazji, gdyby ktoś kiedyś pytał, to właśnie o takie hałasy i melodie mi się rozchodzi. Świetna płyta i mam nadzieję, że nie będzie mi przykro i będzie o niej głośno. Nie tylko w Waszych głośnikach, choć jakby bardziej o tym pomyśleć, to jedno z drugim się łączy. A więc słuchajcie!

Tutaj Bandcamp.